Anita Włodarczyk, mistrzyni olimpijska w rzucie młotem: Wciąż czuję głód sukcesu, a wyjście na trening sprawia mi satysfakcję [WIDEO]

Radosław Patroniak
Radosław Patroniak

Wideo

Udostępnij:
Rozmowa z Anitą Włodarczyk (AZS AWF Katowice), multimedalistką igrzysk, mistrzostw świata i Europy, rekordzistką świata w rzucie młotem, zawodniczką wspieraną przez PKN Orlen od 2008 r.

Była Pani gościem specjalnym drugiego dnia kongresu Impact 2022 w Poznaniu. Dwanaście lat temu wyjeżdżała Pani z tego miasta już jako mistrzyni świata i jedna z największych polskich nadziei lekkoatletycznych. Niektórzy do dziś mówią w stolicy Wielkopolski, że to był wielki błąd władz miasta, że nie powalczyły o Pani pozostanie w barwach miejscowego AZS AWF…
Przyleciałam do Poznania samolotem z Warszawy i jak podchodziłam do lądowania to sobie nawet porobiłam zdjęcia siedziby AWF, mostu Rocha, pod którym trenowałam z Czesławem Cybulskim i Golęcina, na którym tak często w młodości startowałam. Wiadomo, że sentyment pozostał. Oczywiście ten 2010 r. był przełomowy w moim życiu, bo wtedy poczułam, co znaczy popularność i zainteresowanie mediów, ale to nie znaczy, że kompletnie straciłam poczucie rzeczywistości. Taka sytuacja, że mieszkałabym w Warszawie, a reprezentowała barwy poznańskiego klubu jest do wyobrażenia. Stało się jednak inaczej i w sumie nie ma już do czego wracać.

Zobacz też: Bieg Wings for Life z udziałem ponad 7 tys. osób

To już rzeczywiście w zawodowym sporcie prehistoria, bo dziś przecież Pani uchodzi za dominatorkę w rzucie młotem i jedną z najbardziej utytułowanych zawodniczek w światowym sporcie. Skąd Pani jeszcze czerpie motywację do uprawiania sportu?
Swego czasu przez 3,5 roku byłam niepokonana w 42 startach, ale w poprzednim sezonie i w ostatnich miesiącach sytuacja jest trochę inna i to ja muszę odpowiadać na dalekie rzuty rywalek, a nie uciekać przed nimi. W czasie mojej dominacji na rzutniach bardzo przydatna była dla mnie współpraca z psychologiem. Nigdy nie miałam oporów przed otworzeniem się na fachowca w dziedzinie psychologii. Po igrzyskach w Rio de Janeiro usłyszałam nawet, że jestem tak doświadczoną zawodniczką, że nie muszę korzystać z porad, ale ja nie posłuchałam tych podpowiedzi i czasami wciąż szukam takiego zewnętrznego wsparcia, zwłaszcza wtedy, gdy mam kontuzję lub gorszy okres pod względem wynikowym.

Ma już Pani za sobą inaugurację sezonu i zwycięstwo wynikiem 78,06 m na mityngu w Nairobi. W trakcie konkursu straciła jednak Pani prowadzenie. Czy wtedy poczuła Pani zdenerwowanie?
W latach 2008-2012 każdy ważny start był dla mnie ogromnym stresem. Pamiętam moje pierwsze igrzyska w Pekinie i sto tysięcy ludzi na trybunach. Nigdy wcześniej nie rywalizowała przy takiej publice. W tamtych czasach obawiałam się rywalizacji, a teraz po prostu uwielbiam jak ktoś mnie „przerzuci”, bo to jest dla mnie dodatkowy czynnik motywacyjny. Tak samo jest z najlepszym rezultatem sezonu. Amerykanka Brooke Andersen rzuciła w tym roku metr dalej ode mnie, ale nie jest to dla mnie jakieś zmartwienie. Jeśli stanę do bezpośredniej walki z nią, na pewno nie będę sparaliżowana, tylko gotowa do walki.

W poprzednim sezonie niektórzy wątpili w Pani sukces na igrzyskach w Tokio.
Od igrzysk w Rio de Janeiro robię swoje, bo spełniłam marzenia i nikomu niczego nie muszę udowadniać. Przed startem w Tokio przez 1,5 roku leczyłam kontuzję i zauważyłam, że wiele osób przestało wierzyć w to, że się odrodzę. Ja jednak wiedziałam, że ciężką pracą i cierpliwością mogę z poziomu zerowego wskoczyć na poziom światowy. Ważne dla mnie jest też to, że ciągle czuję głód sukcesu. Kiedyś powiedziałam sobie, że będę uprawiać sport do momentu, kiedy wyjście na trening sprawia mi satysfakcję i przyjemność. Na razie tak to właśnie odczuwam i może dlatego nie boję się deklarować, że chcę pojechać za dwa lata na igrzyska w Paryżu.

Kibice mało wiedzą o tym jak wygląda typowy dzień z życia Anity Włodarczyk. Czy mogłaby Pani przybliżyć tę kwestię?
Przede wszystkim 320 dni w roku spędzam na obozach i zawodach. Wiem, że niektórzy sugerują, że mogę sobie zwiedzać wszystkie zakątki świata, ale to nie jest prawda, bo w pewnych miejscach byłam już po 10 razy. Wstaję o godz. 7.30, pół godziny później jem śniadanie, po którym chwilę odpoczywam i idę na trening rzutowy. Takich treningów mam pięć w tygodniu. Po południu czeka mnie zawsze kolejny posiłek i zazwyczaj trening siłowy. Moim zadaniem jest nie tylko rzetelne wykonanie wszystkich planów, ale również urozmaicanie treningu tak, żeby nie popaść w monotonię.

Jako 13-latka została Pani mistrzynią Europy w speedrowerze w barwach klubu z rodzinnego Rawicza. Szczęśliwie dla Królowej Sportu kilka miesięcy później pojawiła się Pani na stadionie lekkoatletycznym…
Tak właśnie było, ale do specjalizacji w rzucie młotem dochodziłam trzy lata. Najpierw próbowałam pchać kulą, a potem równocześnie z młotem ćwiczyłam rzut dyskiem. Speedrower był jednak bardzo ważny w moim życiu, bo ścigałam się wyłącznie z chłopakami i w bardzo młodym wieku poczułam, co to znaczy rywalizacja sportowa. Jak na rawiczankę miłość do żużla została już na całe życie. Po lekkiej atletyce jest to moja ulubiona dyscyplina. Nawet zagranicą staram się więc na bieżąco śledzić wyniki Kolejarza Rawicz czy Unii Leszno. W sobotę z trybun na Stadionie Narodowym będę oglądać żużlową Grand Prix i sama się zdziwiłam, że będzie to moja wizyta na stadionie żużlowym po dwóch latach przerwy. To długa przerwa jak na moje zainteresowanie czarnym sportem.

Jaki jest wkład Pani rodziców w to, co Pani osiągnęła jako sportowiec?
Niezaprzeczalny, a w ramach tego zawsze podziwiałam ich za to, że nie wywierali presji i nie mówili mi od małego, że mam być najlepsza. Jeśli ktoś ma zostać jako senior mistrzem, to nie może być w wieku juniorskim wyeksploatowany fizycznie i emocjonalnie jak 40-latek. Granice i bariery w sporcie pokonuje się generalnie nie dzięki wytrenowaniu, tylko we własnej głowie. Można być przecież idealnie przygotowanym do rywalizacji, bić rekordy świata na treningu i nie zdobyć medalu, jeśli nie wytrzyma się presji zawodów.

Często Pani spotyka się z młodzieżą i kibicami. Czy pamięta Pani najbardziej nietypowe pytanie?
Kiedyś dla mnie wzorcem był Piotr Małachowski, Kamila Skolimowska czy Tomasz Majewski. Teraz wiem, że to ja jestem wzorcem dla innych i na mnie spoczywa obowiązek wskazywania młodym lub przyszłym sportowcom właściwej drogi rozwoju. A co do ciekawych pytań, to usłyszałam je w Poznaniu od jednej z pań pracujących w szpitalu onkologicznym. Zbiła mnie z tropu, bo zapytała się dlaczego nie mogę poprawić swojego rekordu świata, wynoszącego 82,98 m, o 2 cm, tak żeby łatwiej było zapamiętać. Może kiedyś jeszcze spełnię jej prośbę...

W środę i czwartek na Międzynarodowych Targach Poznańskich odbywa się najważniejsze wydarzenie technologiczno-gospodarcze w Europie Środkowo-Wschodniej, czyli kongres Impact’22. W związku z tym wydarzeniem oprócz wielu gości z całego świata w stolicy Wielkopolskiej pojawiły się gwiazdy Orlen Teamu na czele z Robertem Kubicą czy Bartoszem Zmarzlikiem. Ten pierwszy w środę jeździł na Torze Poznań Lamborghini Huracan ST EVO, które czołowy polski kierowca miał okazję testować. Kubica cały dzień spędził na torze i woził zaproszonych gości, a w czwartek był na Impact'22, jako jedna z głównych postaci Orlen Team. Zobaczcie kilka zdjęć z wizyty Roberta Kubicy na Torze Poznań. To była pierwsza taka atrakcja przygotowana przez grupę Orlen - oficjalnego sponsora Roberta Kubicy.Zobacz zdjęcia --->Pierwszy dzień Impact 2022 - także na sportowoRozmowa z Robertem Kubicą:

Robert Kubica woził gości po Torze Poznań! Towarzyszył mu Ba...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Sportowy 24
Dodaj ogłoszenie