„Biała Gwiazda” wciąż jest na dnie

Bartosz Karcz, Kielce
Wiślacy ulegli Koronie, tracąc bramkę w ostatnich sekundach. To piąta porażka z rzędu w ekstraklasie.

Piłkarze Wisły Kraków przegrali piąty ligowy mecz z rzędu. To oznacza, że nadal są w bardzo trudnej sytuacji, bowiem pozostali na ostatnim miejscu w tabeli ekstraklasy.

Tak byłoby również w przypadku remisu, ale dałoby to chociaż przerwanie serii porażek. Wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się bezbramkowym rezultatem. Piłkę stracił jednak Richard Guzmics, Korona ruszyła do przodu, a kontrę celnym strzałem skończył Jacek Kiełb.

Po tym golu wiślacy padli na murawę, a sędzia już nie wznawiał gry.

Krakowianie byli załamani. Po czterech porażkach z rzędu i ogromnym zamieszaniu w klubie chcieli wczoraj w Kielcach przełamać wreszcie kiepską passę. W składzie „Białej Gwiazdy” nie było większych niespodzianek. Do wyjściowej jedenastki wrócił Richard Guzmics, który już chyba na dobre pogodził się z tym, że z jego transferu do Włoch niewiele wyjdzie. Od pierwszej minuty zagrał również Alan Uryga, który ostatnio zaczynał mecze w roli rezerwowego.

Od pierwszych minut większą ochotę do ataków przejawiali kielczanie. Oni na swoim terenie niedawno rozbili Lecha Poznań aż 4:1, a że w poprzedniej kolejce przegrali w Gdańsku 2:3 z Lechią, to chcieli powetować sobie straty. Korona była zatem w natarciu, prostymi środkami starała się zdobywać teren. Inaczej Wisła, która przejmując piłkę długo ją rozgrywała. Krakowianie mieli jednak przede wszystkim problem w obronie, gdzie raz za razem mieliśmy żółto-czerwony pożar. Nie radził sobie m.in. na prawej obronie Jakub Bartosz, z którym Jacek Kiełb robił momentami, co chciał.

Po kilkunastu minutach mecz mocno się zaostrzył. Piłkarze Korony nie przebierali w środkach, co skończyło się żółtymi kartkami dla Radka Dejmka i Marcina Cebuli oraz przepychankami między zawodnikami obu zespołów. Wisła nie pozostawała zresztą dłużna, co kartką przypłacił Arkadiusz Głowacki. Ta boiskowa „rąbanka” sprawiła, że Korona straciła nieco impet, taki czysto piłkarski.

Wisła miała więc nieco oddechu w obronie, ale sama w ataku praktycznie w pierwszej połowie nie istniała. No, może warto jedynie odnotować strzał głową Arkadiusza Głowackiego po rzucie rożnym. Poza tym krakowianie nie mieli nawet pomysłu, jak przeprowadzić jedną, drugą składną akcję.

W drugiej połowie było więcej podbramkowych sytuacji i emocji. Tę część gry lepiej zaczęli krakowianie. W 48 min tylko efektownej interwencji Macieja Gostomskiego Korona zawdzięczała, że nie straciła gola po „główce” Arkadiusza Głowackiego. Krakowianie mieli kolejną szansę. Tym razem bliski strzelenia bramki był Patryk Małecki. Po jego uderzeniu piłkę wybił Gostomski.

W kolejnych minutach Wisła nadal była w ataku. Brakowało jednak wykończenia akcji. Okazje miał Mateusz Zachara. Raz nie doszedł do piłki przed bramką, a za drugim razem strzelił obok słupka.

Korona po przerwie grała z dużo mniejszym animuszem, ale nieraz próbowała zaskoczyć. Tak było po strzale z dystansu Kiełba, po którym piłka przeleciała tuż obok słupka.

Pod koniec szansę na gola miał Boban Jović, ale przestrzelił. Wydawało się, że w końcówce już nic się nie zmieni, kiedy doszło do sytuacji, w której gola na wagę zwycięstwa dla Korony zdobył Kiełb.

To oznacza, że Wisła po sześciu ligowych kolejkach ma na koncie zaledwie trzy punkty i zadomowiła się na ostatnim miejscu w tabeli. Kolejną szansę na wyrwanie się z dna wiślacy będą mieć w najbliższy piątek. Krakowianie wracają na swój stadion i zagrają ze Śląskiem Wrocław. Aby myśleć o zdobyciu punktów, muszą jednak znacznie poprawić swoją grę. Na razie są rozbici.

Ich postawie nie pomaga też zapewne zamieszanie związane ze zmianami właścicielskimi. Liczą na to, że w najbliższym czasie wszystko się wyjaśni. Na razie z niepokojem patrzą na swoją przyszłość w krakowskim klubie.

Korona Kielce - Wisła Kraków 1:0 (0:0)
Bramki:
1:0 Kiełb 90+3.
Korona: Gostomski - Gabovs, Dejmek, Diaw, Kallaste - Pyłypczuk (72 Marković), Grzelak, Cebula (57 Palanca) Możdżeń, Kiełb - Sekulski (79 Zając).
Wisła: Miśkiewicz - Bartosz (38 Jović), Głowacki, Guzmics, Sadlok - Boguski, Mączyński, Uryga, Małecki - Zachara, Ondrasek (86 Brlek).
Żółte kartki: Gabovs, Dejmek, Grzelak, Cebula - Głowacki, Ondrasek.
Sędziowali: Bartosz Frankowski (Toruń) oraz Jakub Winkler (Toruń) Bartosz Heinig (Gdańsk).
Widzów: 6754.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Materiał oryginalny: „Biała Gwiazda” wciąż jest na dnie - Gazeta Krakowska

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

4liga

wyrzucic komuchow i chodzmy do 4 ligi DAMY RADE CHLOPY----CWP

R
Równy

Cupiał rozegrał swoją tikitakę. Na słupa skwarka sprzedał klub. Teraz Biała Gwiazda dołuje. Wszystko wskazuje na to, że trzeba będzie pożegnać ekstraklasę. Może to kara za zarozumiałość i współpracę z milicją.

Dodaj ogłoszenie