Były bramkarz Wisły Kraków, Ilie Cebanu dla nas: W Moskwie dużo spraw się skomplikowało. Nikt nie popiera tego, że na Ukrainie giną ludzie

Jacek Kmiecik
Jacek Kmiecik
Były bramkarz Wisły Kraków, Mołdawianin Ilie Cebanu (w środku) jest obecnie bankowcem w Moskwie i musi na co dzień mierzyć się z sankcjami nakładanymi na Rosję po wybuchu wojny na Ukrainie
Były bramkarz Wisły Kraków, Mołdawianin Ilie Cebanu (w środku) jest obecnie bankowcem w Moskwie i musi na co dzień mierzyć się z sankcjami nakładanymi na Rosję po wybuchu wojny na Ukrainie Andrzej Banaś
Udostępnij:
Ilie Cebanu, 35-letni były bramkarz Wisły Kraków i reprezentacji Mołdawii, od zakończenia kariery piłkarskiej pracuje w banku w Moskwie (między innymi zajmuje się funduszami ubezpieczeniowymi sportowców). Opowiedział nam, jak po wybuchu wojny na Ukrainie, funkcjonuje w stolicy Rosji i czego życzy „Białej Gwieździe”.

Jak żyje się w Moskwie po inwazji na Ukrainę i nałożeniu sankcji na Rosję przez Zachód?
Nie mogę powiedzieć, że jest lekko. Najpierw mieliśmy covid, a to, co się teraz dzieje na pewno nie służy dobremu nastrojowi. Staramy się jednak funkcjonować normalnie. Wciąż jestem mocno związany ze sportem. Od trzech i pół lat dostarczam produkt komercyjnego banku zawodowym sportowcom, w projekcie wealth management, czyli kompleksowym kierowaniu majątkiem klienta. W moskiewskich klubach CSKA, Lokomotiw, Spartak i Chimki obsługuję kilku zawodników. Chodzę na mecze, oglądam hokeistów w play-offach i piłkarzy w Premier Lidze. Na zawodach sportowych, w tych trudnych czasach, wiedząc, co się dzieje na Ukrainie, można się zresetować. Wszyscy wokół przeżywają to, co dzieje się obecnie na Ukrainie.

Rosyjski sport został również objęty sankcjami.
Tak i widać to po drużynach, w których brakuje obcokrajowców. Masowo opuszczają rosyjskie kluby, zarówno hokeiści, jak i futboliści. Z Krasnodaru wyjechał Grzegorz Krychowiak. Mam jedną trzecią klientów sportowców obcokrajowców. Staram się służyć im dobrą radą i jak najlepiej podpowiedzieć przy zarządzaniu kapitałem w tych trudnych czasach. Na szczęście większość z nich została w naszym banku.

Jesteś Mołdawianinem, ale swoje życie związałeś z Moskwą.
Urodziłem się w Kiszyniowie. Mołdawia to moja ojczyzna, ale w Moskwie rozpocząłem pracę w bankowości i teraz jest tu mój drugi dom. Zawsze jestem za swoją ojczyzną, w zasadzie pozostaję rozdarty pomiędzy Mołdawią a Ukrainą. Rodzinny dom mojego ojca, znajduje się w delcie Dunaju, gdzie rzeka wpada do Morza Czarnego. Obecnie ten dom jest na terytorium Ukrainy, położony zaledwie dwa kilometry od granicy z Mołdawią. Moja rodzina została w tym domu i na razie tam nic się nie dzieje. Jeśli będzie potrzeba, mogą przejść pieszo na teren Mołdawii.

Mołdawia, podobnie jak Polska, przyjmuje uchodźców z Ukrainy.
Przede wszystkim szanuję nasz naród. Nie chcemy robić hejtu. Najważniejsze, że pomagamy innym. Przyjęliśmy już ponad czterysta tysięcy Ukraińców, choć nie jesteśmy bogatym państwem. To już ponad piętnaście procent ludności całej Mołdawii. Mimo to zapewniamy uchodźcom schronienie i dajemy im darmo jedzenie, co musi budzić się szacunek.

Mołdawia nie jest w Unii Europejskiej, ale wobec uchodźców z Ukrainy postępuje niezwykle humanitarnie.
Zgadza się. Choćby Mołdawski Związek Piłkarski zaangażował się w pomoc uchodźcom. Wielu zapewnił schronienie w hali w Ciorescu, piętnaście minut jazdy samochodem od Kiszyniowa, gdzie niegdyś Polacy grali w kwalifikacjach futsalowego Euro. Związek prowadzi też specjalny program „grassroots” dla dzieci z Ukrainy. Nie na słowach, lecz czynach ta pomoc się więc opiera. Chodzi o to, aby w tych tragicznych czasach wyzwolić przynajmniej pozytywne emocje.

Władimir Putin wojnę na Ukrainie nazywa operacją specjalną. W Moskwie ponoć nie można tych działań nazywać wojną.
Nie wiem, co mam o tym powiedzieć? Nie chcę bawić się w politykę. Daj Boże, żeby to jak najszybciej się skończyło.

Ale jak do wojny na Ukrainie podchodzą Rosjanie?
Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Nie ma ludzi na świecie, co się za takimi akcjami opowiadają. Nikt nie popiera tego, że strzelają i giną ludzie. Ale to, że coś takiego się dzieje, nie zależy od nas.

Masz zarówno obywatelstwo mołdawskie, jak i rosyjskie. Z kim się bardziej identyfikujesz?
W jedną chwilę wszystko się pozmieniało. Jako człowiek wyrosłem w Mołdawii, na Ukrainie i w Rosji. Trudno mi to teraz ogarnąć. Niedawno byłem służbowo w Polsce i Austrii. Wyczułem, że Rosjanie są traktowani bardzo negatywnie. Paszportu Federacji Rosyjskiej lepiej było nie pokazywać. Ale ja personalnie zawsze byłem i jestem Mołdawianinem, tak samo jak mój ojciec. Mołdawia jest moją ojczyzną i jestem dumny, spłacając mój dług wobec niej, czyli reprezentując mój kraj zagranicą.

Jak sankcje wpływają na codzienne życie w Moskwie?
Pracuję w bankowości. W moim banku, który nie został objęty sankcjami, wszystkie sektory są wciąż obsługiwane. Pracujemy pod ogromną presją. Mamy dobre projekty, ale nie można cieszyć się, że pracy nam nie brakuje, bo korzystamy na nieszczęściu innych. Teraz mamy bardzo dużo klientów, przychodzą do nas wielkie korporacje, prosząc o pomoc, jak w tym trudnym czasie mogą dokonywać transakcji i uchronić swoje pieniądze. Jak mogę, staram się pomóc. Mam praktykę, więc działamy profesjonalnie.

Czy przeciętni Rosjanie odczuwają skutki nałożenia sankcji?
Dużo spraw się skomplikowało. Piętrzą się trudności. Banku jeszcze na pauzę nie zamykamy. A jak wygląda dzień? Budzimy się, czytamy wiadomości, sprawdzamy od dziewiątej, jakie są nowe sankcje. I do wieczora intensywnie myślimy, jak pomóc swoim klientom. To jest non stop napięta praca.

Czy w Moskwie zaczyna brakować w sklepach podstawowych produktów?
Ceny poszły w górę. Ale na razie nie widać skutków kryzysu. Wkrótce jednak zaczniemy odczuwać prawdziwy deficyt. Będziemy widzieć, czego naprawdę brakuje. Problemy gospodarcze są jednak na drugim miejscu. Najważniejsze, żeby jak najszybciej to się skończyło. Potem znajdziemy sposób, żeby jakoś się odrodzić i wszystko naprawić. Wiele kryzysów przetrwaliśmy i po nich się odbudowaliśmy, zawsze stawaliśmy na nogi. Najważniejsze, żeby teraz nadszedł kres tego, co dzieje się na Ukrainie.

W Wiśle grałeś dwa lata. Zdobyłeś z nią nawet mistrzostwo Polski.
Z Wisłą Kraków jestem nadal związany. Meczów „Białej Gwiazdy” wprawdzie nie oglądam, ale zawsze śledzę jej wyniki i pozycję w tabeli. Byłem w Polsce, kiedy zmarła mama Kazimierza Kmiecika. Na pogrzebie tej pani byłem bardzo wzruszony. Korzystając z okazji, wybrałem się w tym czasie na mecz z Piastem Gliwice. Odwiedziłem też nowy ośrodek klubowy w Myślenicach. To dla mnie wielkie wyróżnienie, że znalazłem się w tej rodzinie. Wisła to mój klub, mój dom, na boisku i na trybunach. To, co robi na Reymonta Kuba Błaszczykowski i wcześniej Arek Głowacki to wielka sprawa. Z całego serca życzę, żeby udało jej się utrzymać w ekstraklasie. Może kiedyś jeszcze wrócę do swojego domu i w jakiś sposób Wiśle się odpłacę. Trzymam za nią kciuki.

Może znowu odwiedzisz ją w wakacje?
Najpierw trzeba, żeby to się skończyło, a dopiero potem będziemy myśleć o wakacjach i sprawach bardziej przyjemnych.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Sportowy 24
Dodaj ogłoszenie