Chojniczanka ma swoje problemy, ale będzie się liczyć w tym sezonie

Tomasz Malinowski
Lucyna Nenow
Bez względu na liczne kłopoty drużyna z Chojnic pokazuje, że ma duże możliwości. Klub z takimi aspiracjami jak Chojniczanka musi jednak szybko poradzić sobie z obecnymi problemami.

Podczas niedzielnego meczu mistrzowskiego z Wisłą Puławy (beniaminkiem!) piłkarze Chojnicznki mieli zaatakować ligowe „podium”. Niestety, tego celu nie udało się zrealizować, chociaż do 72 minuty podopieczni Macieja Bartoszka prowadzili 3:1. I nic nie wskazywało, że w niespełna 120 sekund gospodarze stracą dwie bramki (jedną zresztą samobójczą).

- Po meczu w naszej szatni panował nastrój, jak po porażce - zdradził na pomeczowej konferencji szkoleniowiec „Chojny”.
W wypadku Chojniczanki ligowe liczby dają wiele do myślenia. Z jedneaj strony trzeba się cieszyć, że drużyna plasuje się na wysokim 4. miejscu (10 pkt.) i pozostaje jedną z trzech, które jeszcze nie zostały pokonane. Zadowolić może także liczba strzelonych goli; 13 bramek daje zespołowi z Chojnic drugie, po niespodziewanym liderze - Wigrach, miejsce. Jeszcze satysfakcjonująca jest postawa piłkarzy w delegacji. Dwa wyjazdy przyniosły zwycięstwo (w Bielsku- Białej) i remis z GKS w Katowicach (bilans bramek 2:1).

Ale to co „wyprawia” ekipa Bartoszka na stadionie przy ul. Mickiewicza może tylko pyrrusowo radować kibiców, którzy z trybun obejrzeli łącznie - uwaga - 21 goli(sic!). Organizacja gry w defensywie, poczynając od bramkarza(y) po blok defensywny (wespół z pomocnikami) woła o pomstę do nieba.

Zacznijmy od bramkarzy; filozofia klubu jest taka, że na tej pozycji mają występować zdolni młodzieżowcy, co pozwala trenerowi na manewry w polu. Niestety, zarówno Kamil Miazek, który rzemiosła uczył się w Feyenoordzie Rotterdam i Michał Dumieński, nie są na tej pozycji właściwymi osobami. W niedzielnym meczu z Wisłą od kilku zachowań Miazka dreszcz przechodził po plecach. Ma jeszcze sporo braków technicznych, nie potrafi trafnie przewidywać, nie komunikuje się praktycznie wcale z obrońcami. Dwukrotnie przy strzałach Sylwestra Patejuka był źle ustawiony, więc konsekwencje tego były fatalne. Trener Maciej Bartoszek na pomeczowej konferencji podzielił się stwierdzeniem:

- Po dwukrotnym prowadzeniu wielu moich zawodników straciło koncentrację, bo ten czynnik zaważył najbardziej na końcowym wyniku.

To spostrzeżenie może i odpowiada prawdzie, ale gołym okiem widać było inne mankamenty. Mentalnie - odrobinę nonszalancji; łamanie elementarnych kanonów taktycznych (gubienie linii, złe przesuwanie i brak komunikacji między sobą). To prawda, w bloku defensywnym Chojniczanki od początku sezonu powstała duża wyrwa, spowodowana kontuzją Przemysława Pietruszki, lewego obrońcy. Trener szukał na tej pozycji różnych ustawień, ale te próby - przynajmniej w meczach na własnym boisku - nie przynosiły do oczekiwanych efektów. Przy okazji, dlaczego w delegacji ta formacja jest o niebo lepsza, skoncentrowana i dużo bardziej zdyscyplinowana taktycznie?

Przy trenerze Bartoszku drużyna chce grać piłkę ofensywną, obfitującą w akcje, strzały, gole. Stąd bierze się dosyć ofensywne (przynajmniej w meczach u siebie) ustawienie. Ale tacy zawodnicy, jak Rafał Grzelak i Paweł Zawistowski czują się zdecydowanie lepiej w grze do przodu, niż w odbiorze piłki. W niedzielę nie widziałem wsparcia ze strony tzw. defensywnych pomocników, nawet gdy na placu pojawili się Jakub Mrozik i Mariusz Kryszak. I tutaj w tej środkowej formacji „skrzeczało” brakiem właściwego przesuwania, co powodowało kłopoty z dobrym odbiorem i wyprowadzaniem szybkich kontr. I jeszcze jeden problem - skuteczność napastników! Zespół zdobywa dużo bramek, lecz są one udziałem formacji pomocy. Napastnicy: Filip Kozłowski, Patryk Mikita i Andrzej Rybski strzelili łącznie jednego gola (Mikita). A w niedzielę każdy z nich powinien wpisać się na listę strzelców. I nad skutecznością przedniej formacji trener Bartoszek musi solidnie popracować.

Runda jesienna dobiega półmetka. To odpowiedni moment, aby zawodnicy poddani zostali badaniom, np. na zakwaszenie. Przyglądając się niektórym w meczu przeciwko beniaminkowi z Puław miałem nieodparte wrażenie, że to nie brak koncentracji był wyłącznym powodem wyrwania sobie pewnej i zasłużonej wygranej, lecz właśnie problemy fizyczne. W klubie, jak przystało na pierwszoligowca z aspiracjami, muszą się na ten cel znaleźć pieniądze.

Przy wszystkich tych uwagach nie zmieniam przekonania, że Chojniczanka w obecnym sezonie będzie się liczyć.

Odprawa, analiza meczu z Portugalią i dwa treningi. Tak wglądał wtorek piłkarzy reprezentacji Polski

Agencja TVN / x-news

Wideo

Materiał oryginalny: Chojniczanka ma swoje problemy, ale będzie się liczyć w tym sezonie - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie