Czy Lewandowski ma kłopoty? Chodzi o jego wykształcenie

Filip Bares
Opracowanie:
Sylwia Dąbrowa
Forma piłkarska i "wizerunkowa" idą ostatnio w parze u Roberta Lewandowskiego. Po raz kolejny zrobiło się głośno o kapitanie reprezentacji Polski, ale poza boiskiem. Tym razem, według informacji podanych przez "Przegląd Sportowy" i "Onet", pod znakiem zapytania stoi... wykształcenie napastnika FC Barcelony.

Lewandowski na celowniku

Według informacji jakie podały "Onet" i "Przegląd Sportowy" Robert Lewandowski może się pochwalić aż czterema dyplomami uczelni wyższych. O licencjacie i magistrze na Wyższej Szkole Edukacji w Sporcie w Warszawie wszyscy wiemy, ale ich zdaniem to nie koniec.

"Robert Lewandowski w tajemnicy przed światem miał zrobić licencjat i magisterkę na łódzkiej uczelni związanej z naukowcem podejrzanym o handel dyplomami" - czytamy w tekście "Onetu".

Według ich śledztwa Lewandowski ma jeszcze dwa dyplomy, które zdobył na uczelni zarządzanej przez Zbigniewa D. W jego sprawie prowadzone są dwa śledztwa.

Lewandowskiego oskarża również Barbara Mrozińska - była wykładowczyni w Wyższej Szkole Edukacji Zdrowotnej i Nauk Społecznych (WSEZiNS), która twierdzi, że to u niej piłkarz miał zdawać egzamin, ale... nigdy nie pojawił się na zajęciach.

- Robert Lewandowski kupił dyplom w prywatnej uczelni w Łodzi. Piszę to z całą odpowiedzialnością bo „ zdał” u mnie dwa egzaminy. O wszystkim dowiedziałam się w czasie przesłuchania jako świadek w tej obrzydliwej sprawie - napisała na platformie "X" Mrozińska.

Obrona między meczami

Dziennikarze "Onetu" dotarli do rzekomej wykładowczyni Lewandowskiego.

- Gdyby zdawał u mnie egzamin, musiałby przyjechać. Tymczasem z karty jego ocen wynikało, że zaliczył u mnie dwa przedmioty, a takiej sytuacji na pewno nie było, zapamiętałabym tak znanego studenta - zapewnia Mrozińska.

Według uczelni Lewandowski obronił pracę magisterską 24 marca 2018 roku - dzień po meczu z Nigerią (0:1) i trzy dni przed starciem z Koreą Południową (3:2) za pośrednictwem wideokonferencji.

"Onet" przywołuje również swoje źródło, które rzekomo zna kulisy sprawy.

— Motorem napędowym, żeby Robert szybko i bezboleśnie zdobył dyplomy w Łodzi, miała być jego żona Ania. Chciała, żeby mąż, po tym, jak w 2007 r. zaczął studia w Warszawie i których przez lata nie mógł skończyć, jednak miał wyższe wykształcenie i mógł w przyszłości pójść np. na szkołę trenerską. Okazją do zdobycia dyplomów stała się znajomość z łódzkim naukowcem Zbigniewem D. i jednocześnie działaczem piłkarskim, który w środowisku sportowców był znany z tego, że może załatwić m.in. świadectwa z uczelni, której był kanclerzem — wskazywał informator.

— Robert oba dyplomy z Łodzi dostał więc po znajomości, ale w pewnym momencie zrozumiał, że kłamstwo ma krótkie nogi i zapobiegliwie tymi papierami nigdy się nie pochwalił. Dziwnie przecież wyglądałoby, gdyby okazało się, że w pocie czoła trzynaście lat studiował w Warszawie, a tu nagle szybko zdobył dwa dyplomy w Łodzi. Finał był taki, że w legalny sposób dokończył studia, które dawno temu rozpoczął w Warszawie, a dyplomy z Łodzi miały pozostać wielką tajemnicą wąskiego grona osób — dodaje.

"Onet" próbował się również kontaktować z obozem piłkarza.

"W odpowiedzi na zadane pytania informuję, że w sprawie dotyczącej Uczelni Nauk Społecznych w Łodzi Robert Lewandowski ma status świadka i w uzgodnionym terminie odpowie na wszystkie pytania stosownych organów. Robert Lewandowski nie ma w tej sprawie nic do ukrycia i zależy mu na jej pełnym wyjaśnieniu w ramach toczącego się postępowania" — brzmi treść oświadczenia prawnika Lewandowskiego.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na sportowy24.pl Sportowy 24