Dominik Pańka: Skoro wielu ludzi żyje z pokera, to nie może...

Dominik Pańka: Skoro wielu ludzi żyje z pokera, to nie może być to gra losowa

Zdjęcie autora materiału
Tomasz Dębek

Aktualizacja:

Polska

Wyjazd z Polski byłby korzystny dla mojej kariery pokerowej, ale nie dla mojego życia. A pieniądze nie są najważniejsze – przekonuje Dominik Pańka, najbardziej utytułowany polski pokerzysta, który zajął ostatnio trzecie miejsce na EPT Malta.
Dominik Pańka

Dominik Pańka ©Bartek Syta

Masz małe deja vu? Na początku ubiegłego roku wygrałeś PCA na Bahamach i high rollera EPT Deuville. Wróciłeś do Polski jako gwiazda, dużo mówiło się też o regulacji pokera w Polsce, który jest de facto zdelegalizowany. Teraz temat znów odżył – m.in. po Twoim występie na EPT Malta, gdzie po świetnej grze zająłeś trzecie miejsce.
Gdybym wygrał, pewnie czułbym się w ten sposób. Ale różnica w przekazie po zajęciu pierwszego i trzeciego miejsca jest bardzo duża. Poza tym wszystko wyglądało wtedy inaczej. Byłem nieznanym graczem, przeciwnicy, których pokonałem na PCA byli znakomici. Na stole finałowym na Malcie to ja byłem faworytem. Zainteresowanie mediów oczywiście mnie cieszy. Ale teraz mam już doświadczenie w udzielaniu wywiadów.

Dla wielu kibiców turniej na Malcie skończył się po tym jak odpadłeś. Pozostali w grze Francuzi tak nudzili swoją grą, że w pewnym momencie jeden z angielskich komentatorów zaczął czytać widzom historię Malty żeby urozmaicić transmisję.
Nie zostałem żeby zobaczyć, kto wygra. Ale słyszałem wiele jęków na temat emocji w tym heads-upie. Zacząłem oglądać powtórki relacji, głównie dla rozrywki, lecz nie dotarłem jeszcze do tego momentu. Zauważam już jednak rzeczy, które mógłbym zrobić lepiej. Choćby rozkładanie wysokości zakładów, żeby uzyskać pożądany efekt w kolejnych rundach licytacji. Trochę jest do poprawienia. Szkoda, myślę że gdybym nie odpadł w decydującym rozdaniu [Polak miał w nim ponad 50 procent szans na wygraną, ale szczęście uśmiechnęło się do rywala – red.], miałbym spore szanse na ostateczne zwycięstwo.

Więcej niż o zwycięzcy w środowisku mówiło się o rozdaniu, w którym przy trzech zawodnikach w grze spasowałeś dziesiątki przed flopem. „O Boże, jak to możliwe?” – pytali komentatorzy.
Rywal, który mnie wtedy przebijał, był bardzo konserwatywnym zawodnikiem. Ale nawet tacy na stole finałowym przy trzech graczach w turnieju potrafią tak zagrywać z gorszymi kartami od dziesiątek. Mógł pomyśleć, że nie potrzebowałem wiele do wcześniejszego przebicia, bo gram agresywnie. Ale zauważyłem wcześniej, że wysokość jego zakładów była zależna od siły kart, które miał. Im lepsze, tym mocniej grał. Co więcej, kiedy był pewny siebie, bawił się żetonami inaczej niż gdy się wahał. A kiedy obejrzałem sytuację na powtórce od razu widać było jego otwartą postawę i wyczekiwanie, aż wrzucę wszystkie żetony do puli. Na tej podstawie uznałem, że z ręką gorszą od pary dziesiątek byłby bardziej zdenerwowany. W jego zasięgu był też as z królem, wtedy miałbym szanse pół na pół, a wszyscy mówiliby, że pasując zagrałem kiepsko. Ale na szczęście miał parę dam, dlatego to zagranie było tak widowiskowe i chwalone przez wszystkich.



Sam zauważasz już odstępstwa od normy w zachowaniu rywali, które mówią coś o sile ich kart, czy pomagali w tym bardziej doświadczeni koledzy z polskiej ekipy, którzy obserwowali grę i śledzili transmitowaną z opóźnieniem relację?
Chłopaki też wychwytywali takie rzeczy, od tego są, żeby skupiać się na tych sprawach i przekazać wskazówki w przerwach. Z tym że Jean Montury naprawdę dawał po sobie poznać dużo. Nazywamy takich graczy „tellboxami”. Drugi Francuz, Valentin Messina, popełniał trochę błędów – tak samo jak ja – ale dużo trudniej było z jego zachowania coś wyczytać.

W kilkanaście miesięcy dotarłeś bardzo daleko w czterech turniejach prestiżowych turniejach EPT [oprócz wspomnianych w sierpniu ubiegłego roku był 11. w Barcelonie – red.], to nie zdarza się często. Sam jesteś trochę zaskoczony tym, że osiągasz aż tak dobre wyniki?
Bardzo rzadko jestem eliminowany z turnieju, bo mam pecha tuż przed stołem finałowym. Kiedy już dochodzę daleko, okazuje się że wygrywam kluczowe rozdania. Oczywiście nie wynika to z tego, że miażdżę przeciwników umiejętnościami. Po prostu mam asa z damą, przeciwnik króle, ale to ja trafiam co chcę. (śmiech) Mam trochę szczęścia, kiedyś będę przechodził bardziej pechowy okres, to normalne.
1 3 4 »

Komentarze (4)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Chyba nie

Paweł (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 9

Oczywiście,że kompletny leszcz może wygrać z najlepszym pokerzystą na świecie przy odrobinie szczęścia. Ale kompletny leszcz nie wygra ze stołem pełnym doświadczonych pokerzystów a tym bardziej nie...rozwiń całość

Oczywiście,że kompletny leszcz może wygrać z najlepszym pokerzystą na świecie przy odrobinie szczęścia. Ale kompletny leszcz nie wygra ze stołem pełnym doświadczonych pokerzystów a tym bardziej nie wygra turnieju , w którym bierze udział kilka tysięcy osób :) zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Wiec jednak gra losowa

bcd (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1 / 12

Z artykulu wynika ze jednak jest to gra losowa. Jak masz szczescie to bedac kompletnym leszczem wygrasz z najlepszym pokerzysta swiata.


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
asdas

ja (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 6

Wygrasz czasem jedno rozdanie :) ale w pokerze liczy sie longrun czyli dlugi okres czasu w ktorym bardziej doswiadczony gracz zawsze bedzie profitowal na "kompletnym leszczu"

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Dominik

Adam (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 4

Dominik dla mnie jest mistrzem inwestowania.

Wyniki

Herb godpodarza Herb gościa
Brak danych
Więcej

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Waszym zdaniem

Kto zostanie siatkarskim mistrzem Polski 2018/19?