Fibak: Dwie Polki wygrały Australian Open, ale dla Danii i...

Fibak: Dwie Polki wygrały Australian Open, ale dla Danii i Niemiec

Zdjęcie autora materiału

Hubert Zdankiewicz

Sportowy24

Aktualizacja:

Sportowy24

Karolina Woźniacka

Karolina Woźniacka ©Anatoliy Medved/SIPA/EAST NEWS

Skoro Agnieszce się nie udało, to dobrze, że chociaż wygrała Karolina - podsumowuje zakończone w niedzielę Australian Open Wojciech Fibak, deblowy mistrz z 1978 roku.
Karolina Woźniacka

Karolina Woźniacka ©Anatoliy Medved/SIPA/EAST NEWS

„Walka o tron opuszczony przez Serenę Williams” - takim tytułem zapowiadaliśmy tegoroczne Australian Open w damskim wydaniu. Słynna Amerykanka wróciła w styczniu na kort po urodzeniu dziecka i zapowiadała walkę o obronę tytułu w Melbourne.

Później doszła jednak do wniosku, że nie jest jeszcze gotowa do tego, by walczyć o najwyższe trofea, a nie interesuje ją start dla samego startu. Na jej nieobecności skorzystała Karolina Woźniacka, dla której było to pierwsze w karierze wielkoszlemowe zwycięstwo (Dunka dwa razy dochodziła wcześniej do finału US Open).

- Woźniacka na to zasłużyła. Cała jej rodzina ciężko pracowała na jej sukces. Bardzo się cieszę, że skoro Agnieszce się nie udało, to chociaż wygrała Karolina - uważa Fibak, nie kryjąc jednak przy okazji, że los bywa przewrotny. - Tak się to ułożyło, że z trzech Polek, które mamy obecnie w światowej czołówce, akurat ta jedna, która ma polski paszport i reprezentuje Polskę, ta najbardziej utalentowana, na razie nie wygrała wielkoszlemowego turnieju. One tego dokonały, ale dla Danii i dla Niemiec - mówi.

„One dwie” to - oprócz Woźniackiej - Andżelika Kerber. Na temat ich „polskości” napisano już niejedno. Gdy dwa lata temu to Niemka wygrała w Melbourne, media tzw. głównego nurtu (te piszące o tenisie wiedziały o tym od dawna) odkryły nagle ze zdumieniem, że rodzice urodzonej w Bremie tenisistki są Polakami, a ona sama mieszka i trenuje na co dzień w Puszczykowie pod Poznaniem, gdzie jej dziadek wybudował dla niej Centrum Tenisowe „Angie”.

„Ania”, jak nazywał ją były trener Paweł Ostrowski, płynnie porozumiewa się przy tym po polsku, a swego czasu rozważała przez chwilę grę dla naszej reprezentacji w FedCupie.

Na tym jednak związki Kerber z Polską się kończą, bo jej sukcesy idą na konto Niemiec. Podobnie jak sukcesy Woźniackiej (która również ma rodziców Polaków i świetnie mówi w naszym języku) idą na konto Danii, gdzie media i kibice znów ją pokochały (w przeszłości różnie z tym bywało), a zwycięstwa w Melbourne pogratulowała jej nawet tamtejsza rodzina królewska.

Karolina Woźniacka - "mała syrenka" z Kopenhagi znów na szczycie damskiego tenisa

Zmagająca się przez niemal cały 2017 r. z kontuzjami Radwańska nie wróciła jednak jeszcze do swojej optymalnej formy. Tegoroczne Australian Open zakończyła na trzeciej rundzie, co pozwoliło jej awansować z 35. na 33. pozycję w rankingu WTA (rok temu odpadła w drugiej rundzie).

Dla krakowianki inspiracją może być Woźniacka. W 2016 r. zmagająca się z kontuzjami Dunka spadła na 74. miejsce w rankingu WTA i bliska była ponoć decyzji o zakończeniu kariery. Dziś jest mistrzynią Australian Open i numerem jeden na świecie.

- Radwańska jest bardziej kruchej budowy niż Woźniacka i Kerber. Dlatego będzie jej coraz trudniej w pojedynkach z silniejszymi fizycznie rywalkami. Agnieszka również miała swoje szanse, największą chyba w 2013 r. na Wimbledonie. Gdyby wygrała wówczas półfinał z Sabine Lisicki - a była blisko - to zapewne poradziłaby sobie w finale z Marion Bartoli. Szkoda, że się wtedy nie udało - mówi Fibak.

Karol Stopa, komentator Eurosportu: W grze Radwańskiej wiele się nie zmieniło


Deblowy mistrz Australian Open jest również pod wrażeniem sukcesu Rogera Federera, który - wygrywając w Melbourne - zdobył swój dwudziesty wielkoszlemowy tytuł.

- To wspaniały scenariusz dla historii tenisa. Zwłaszcza że Roger dokonał tego na oczach Roda Lavera. Trzeba go podziwiać tym bardziej, że jego styl gry to cała historia tenisa. On ma coś i z Lavera, i z Nastasego, i z McEnroe i z wielu innych dawnych mistrzów. Naprawdę piękna historia - mówi.

Podobnego zdania jest były numer jeden na świecie i były trener Szwajcara (w latach 2014-2015) Stefan Edberg.

- Federer jest obecnie lepszym graczem, niż był dziesięć lat temu. To niesamowite, bo zwykle tenisiści swój najlepszy czas na korcie mają w wieku 22-28 lat - przyznał Szwed w rozmowie z niemieckim dziennikiem „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. - Roger jest wyjątkowy pod wieloma względami. Mimo tak zaawansowanego wieku [36 lat, w sierpniu skończy 37 - red.], wciąż poprawia swoją grę. Jest najlepszym ambasadorem tenisa - podkreślał Edberg.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Wyniki

Herb godpodarza Herb gościa
Brak danych
Więcej

Sportowy24 na Facebooku