Lewczuk: Gdyby 4 lata temu ktoś powiedział mi, że takie coś będzie, to bym w to nie uwierzył

Tomasz Biliński / Agencja TVN, x-news

Wideo

Zobacz galerię (0 zdjęć)
Legia Warszawa zremisowała z FC Dundalk 1:1 w rewanżowym meczu czwartej rundy eliminacji Ligi Mistrzów i jako pierwszym mistrz Polski od 20 lata awansowała do fazy grupowej najbardziej prestiżowych rozgrywek piłkarskich. - Gdyby ktoś 4-5 lat temu powiedział mi, że takie coś będzie, to bym powiedział: Chłopie, masz rację, ale bym w to nie uwierzył. Bardzo się cieszę, bo to też jest jakieś osiągnięcie - mówił po spotkaniu obrońca Legii Igor Lewczuk.

Legia w poprzednim tygodniu wygrała z Dundalk 2:0. W rewanżu był remis 1:1. Wyrównującego gola dopiero w doliczonym czasie gry strzelił Michał Kucharczyk. Przez niespełna pół godziny stołeczny zespół grał w osłabieniu, bo czerwoną kartkę (za dwie żółte) otrzymał Adam Hlousek.

- Kamień spadł mi z serca po bramce Michała. Nasza sytuacja była nieciekawa. Przegrywaliśmy 0:1, graliśmy w dziesięciu, każdy nawet najmniejszy błąd mógł się dla nas skończyć tragicznie - przyznał obrońca Legii Igor Lewczuk. - Choć paradoksalnie odniosłem wrażenie, że czerwona kartka podziałała na nas mobilizującą. Zaczęliśmy grać lepiej, dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce, z większą uwagą konstruowaliśmy akcje. Wszystko dobrze się skończyło, ale mimo wszystko sami jesteśmy sobie winni, że ten mecz tak wyglądał. Powinniśmy w nim dominować. Graliśmy u siebie, przy wypełnionych do ostatniego miejsca trybunach, świetny doping, rywalem mistrz Irlandii... - dodał.

- Mam nadzieję, że ten awans będzie dla nas przełomowy. Kiepsko zaczęliśmy sezon, naprawdę musimy wziąć się już w garść. A jakby nie patrzeć, to rozgrywki ligowe są dla nas najważniejsze. To one dają nam przepustkę do tego, by grać o Ligę Mistrzów - stwierdził obrońca mistrzów Polski.

Legia po sześciu kolejkach Lotto Ekstraklasy zajmuje 12. miejsce w tabeli. Wygrała tylko raz i to na wyjeździe. Od początku rozgrywek piłkarze podkreślali, że na tym etapie sezonu najważniejsze dla nich są eliminacje europejskich pucharów.

- Tak było, ale to także za łatwe tłumaczenie tego, co robimy w lidze. Gdyby powiedzieć, że tak rzeczywiście było, że odpuszczamy ekstraklasę, aby skupić się na grze o Ligę Mistrzów, to byłoby nieprofesjonalne. Oczywiście jakiś wpływ na Ekstraklasę eliminacje europejskich pucharów miały, ale na pewno nie było tak, że do jednego się przykładaliśmy bardziej, a do drugiego mniej - tłumaczył Lewczuk. - Świętowanie? Nie, to nie koniec sezonu. Mamy satysfakcję, ale musimy wrócić na zwycięską ścieżkę w krajowych rozgrywkach - dodał.

Gdy Legia ostatni raz grała w Lidze Mistrzów, Lewczuk miał 10 lat. - Jakoś tak zapadł mi w pamięć mecz ze Spartakiem Moskwa. Wtedy mecze Legii w Champions League były czymś wyjątkowym, bo w rozgrywkach brało udział mniej drużyn. Czekało się na środę co dwa tygodnie, godzinę 20.45... - wspominał.

- Czym teraz dla mnie gra w Lidze Mistrzów? Testem, ale i nagrodą za lata pracy, treningów, wyrzeczeń. Mam nadzieję, że nie nie odhaczymy w niej tylko obecności, ale coś tam zdziałamy - podkreślił mistrz Polski. - Wymarzony rywal? Fajnie byłoby zagrać z Barceloną. Jak zacząłem się interesować piłką to grali w niej tacy piłkarze jak Christo Stoiczkow, Romario... To była moja ulubiona drużyna - zakończył 31-letni obrońca.

Materiał oryginalny: Lewczuk: Gdyby 4 lata temu ktoś powiedział mi, że takie coś będzie, to bym w to nie uwierzył - Gol24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie