Porażka 0:5 z Hiszpanią zabija marzenia o Tokio i półfinale. Polskie zderzenie z rzeczywistością

Kaja Krasnodębska
Kaja Krasnodębska
EastNews
Choć wygrali pierwsze dwa mecze, podopieczni Czesława Michniewicza kończą swoją przygodę z Euro U-21. Na drodze ku marzeniom i Igrzyskom Olimpijskim w Tokio stanęła im Hiszpania. Porażka 0:5 okazała się brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Rzeczywistością, która dla wielu z reprezentantów Polski po udanym, bądź co bądź, turnieju we Włoszech, będzie jasną.

Serce podpowiadało, że to może się udać. Rozum podpowiadał, że spotkanie z Hiszpanią będzie najcięższym w dotychczasowej karierze zarówno podopiecznych Czesława Michniewicza, jak i samego selekcjonera. Nie tylko pod względem mentalnym, bo i tu nie mogło być prosto. Po dwóch, dosyć nieoczekiwanych zwycięstwach, Polacy stanęli przed historyczną szansą. Mając sześć punktów na koncie przed trzecią kolejką Mistrzostw Europy do lat 21 byli liderami grupy A. Awansu do półfinału, ani na Igrzyska Olimpijskie 2020 nie było jednak na wyciągnięcie ręki. Na drodze ku marzeniom stała bowiem reprezentacja Hiszpanii.

Ta przegrała swój pierwszy mecz z Włochami, ale w środę pokonała już Belgię. Wysokie zwycięstwo dawało jej awans, pewnym więc było, że od razu mocno ruszy do przodu. Ona swój plan zrealizowała w stu procentach. Zamknęła swoich rywali na połowie i oddawała kolejne strzały. Nim Biało-Czerwoni zdołali skonstruować pierwszy groźny kontratak, ich przeciwnicy mieli za sobą już trzynaście prób. I choć Kamil Grabara ponownie robił co mógł, a jego interwencje wprawiały w zachwyt, to w końcu musiał wyciągać piłkę z siatki. Pokonał go Pablo Fornals. Otrzymał piłkę na siódmym metrze i z bliskiej odległości wpakował ją do bramki.

Zarówno przeciwko Belgii jak i Włochom, w pierwszym kwadransie Polacy głównie skupiali się na defensywie. Nigdy wcześniej nie byli jednak ustawieni tak nisko. Praktycznie całym zespołem we własnym polu karnym, odpierali kolejne ataki swoich rywali. Długo robili to skutecznie, po stracie bramki musieli ruszyć do przodu. Gol Fornalsa nieco zmienił obraz gry, otworzył de facto grę Biało-Czerwonych. Nie mając nic do stracenia rozpoczęli budowę nie tylko kontrataków, ale też zaczęli wymieniać podania na połowie przeciwnika. Na skrzydłach dobrze pokazywali się Sebastian Szymański oraz Konrad Michalak, który okazywał się szybszy nawet od defensorów z Półwyspu Iberyjskiego. To jednak okazało się za mało. W pierwszej połowie ekipa Michniewicza oddała trzy strzały: dwa autorstwa Szymona Żurkowskiego, jeden Adama Buksy.

Napastnik Pogoni Szczecin zastąpił w wyjściowej jedenastce kontuzjowanego Dawida Kownackiego. Nie była to jedyna roszada w składzie dokonana przez Michniewicza. Do zdrowia i składu wrócił Robert Gumny, ale nie zastąpił dobrze spisującego się na tym turnieju Karola Fili. Na ławkę po meczu przerwy powrócił Paweł Bochniewicz. I z tej perspektywy na pewno nerwów nie zabrakło. Zwłaszcza, że Hiszpanie poszli za ciosem. Po pół godzinie gry było 2:0 po trafieniu z ostrego kąta autorstwa Mikela Oyarzabala. Chwilę później swojego dopiął Fabian Ruiz. Niski strzał zza linii pola karnego i futbolówka wylądowała w siatce. Można było cieszyć się tylko z jednego powodu, że zawodnik Napoli nie zrobił tego wcześniej. W pierwszej połowie dwukrotnie obił poprzeczkę.

Trzy strzały Polaków, trzy gole Hiszpanów - takimi statystykami zakończyła się pierwsza część gry. Po przerwie na boisko nie powrócił Fila, jego miejsce zajął Jakub Piotrowski. To jednak nie zasługa pomocnika KRC Genk, a faktu, że Hiszpanie już mieli to, po co przyjechali, że gra się trochę uspokoiła. Przewaga zawodników Luisa de la Fuente była już mniej widoczna, choć i tak dochodzili do kolejnych sytuacji. Ruiz co chwilę sprawdzał refleks Grabary, ale ten należy wyłącznie chwalić. Golkiper kolejnymi interwencjami zasłużył na doping polskich kibiców. Ci na Stadio Renato Dall'Ara w znacznie wyższej liczbie niż kibice Hiszpanii. Tych ostatnich dopingowały głównie rodziny. Na trybunach widać było rodziny Dani Ceballosa, Unai Nuneza czy Mikela Merino. To one miały powody do radości. W 71. minucie na 4:0 podwyższył Dani Ceballos (bezpośredni strzał z rzutu wolnego) i wówczas stało się jasne, że to jego zespół zagra w półfinale. Gol na 5:0 Borjy Mayorala już nic nie zmienił, chociaż płaskie uderzenie z trzynastego metra było całkiem efektowne.

W końcówce na stadionie w Bolonii panowała cisza. A Polacy na pewno na nią nie zasłużyli. Choć teraz w głowach mają tylko smutek i rozczarowanie, w kraju lądować będą z dumą. Choć nikt na nich nie stawiał, przywożą aż sześć punktów. Dla wielu z nich może być to przełom w karierach. Kamil Pestka czy oficjalnie debiutujący w kadrze U-21 w końcówce meczu z Hiszpanią Przemysław Płacheta jeszcze wiosną grali w 1. lidze. Teraz mierzyli się z zawodnikami z najlepszych lig. W końcówce potrafili stworzyć sobie sytuacje. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego na bramkę Antonio Siviery uderzał Krystian Bielik. Piłkarz Arsenalu do bramki trafiał w tym turnieju już dwukrotnie. Hiszpanie w tym meczu czterokrotnie, choć oddali ponad 30 strzałów.

Polacy zaledwie kilka. Wynik 5:0 w połączeniu ze zwycięstwem Włochów nad Belgią sprawia, że ekipa Michniewicza zajmie dopiero trzecie miejsce w grupie A. Choć to tylko pozycję wyżej niż przed dwoma laty reprezentacja Marcina Dorny, wydźwięk tych mistrzostw będzie w Polsce zupełnie inny. I tylko forma Ceballosa ta sama. W Polsce został MVP całego turnieju, teraz ma szansę powtórzyć tamten sukces.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ewa Swoboda ze swoją Barbie!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na sportowy24.pl Sportowy 24