Rafał Musioł: Jak my kochamy romantyczne klęski... A już dziś czeka nas bitwa pancerniaków z kawalerią

Rafał Musioł
Rafał Musioł
Polacy z Holandią przegrali, ale kibice i tak byli szczęśliwi.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Polacy z Holandią przegrali, ale kibice i tak byli szczęśliwi.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Sylwia Dąbrowa
- Nie rozumiem zachwytów nad porażką, bo liczą się wyłącznie liczby w tabeli. A te przecież jasno wskazują, że po meczu otwarcia dziś czeka Biało-Czerwonych gra o wszystko - pisze Rafał Musioł, redaktor działu sportowego Dziennika Zachodniego.

Przez ostatnie kilkadziesiąt godzin przeczytałem mnóstwo optymistycznych analiz, wywiadów i komentarzy prognozujących, że w starciu z pancernymi Austriakami górą będzie polska kawaleria. Już dziś przekonamy się ile było w nich serca, a ile rozumu, jednak zanim batalia w Berlinie rozgorzeje na dobre, warto wrócić do meczu z Holandią. I nie chodzi o zawarte w nim boiskowe niuanse, a to, co działo się po nich.

Pomimo rosnącego czasowego dystansu wciąż bowiem trudno mi popłynąć z falą entuzjazmu, która wezbrała w sposób absurdalny. Z niewiadomych przyczyn nikt zdaje się nie poświęcać uwagi faktowi najważniejszemu: porażce i zerowemu dorobkowi punktowemu, w którym nie ma bonusów wynikających z porównań do gry prezentowanej przez kadrę pod ręką poprzednich selekcjonerów. Liczą się tylko i wyłącznie liczby w tabeli. A te przecież znów wskazują, że po meczu otwarcia czeka Biało-Czerwonych gra o wszystko.

Aby sprowadzić rzecz do właściwego poziomu, warto przeprowadzić pewien test myślowy. Jak zostałby odebrany występ ekipy Michała Probierza, gdyby Holendrzy strzelili na przykład cztery gole? Pozostałe elementy byłyby dokładnie takie same: ambicja, kilka niezłych akcji, garnitur selekcjonera. W teoretycznym modelu pojawiłaby się tylko i aż skuteczność Pomarańczowych w sytuacjach, które wypracowywali sobie przecież z zadziwiającą lekkością. Czy ktoś ma wątpliwiści, że to wyłącznie ta różnica, odzwierciedlona w końcowym wyniku, dała napęd wspomnianej niezrozumiałej euforii?

Jasne, że podobne rozważania mogą snuć kibice w kilku innych krajach, jednak przeglądając ich media trudno dostrzec, by po porażkach cieszono się tam aż tak bardzo, a nawet w ogóle. Czuć żal, czasem złość, bywa i rozczarowanie, ale duma nie występuje. A to rodzi kolejne pytanie: czy jesteśmy już narodem tak minimalistycznym i zmiażdżonym mentalnie przez piłkarskie klęski oraz wszelkiej maści afery, że niskie porażki są wszystkim, czego oczekujemy? A może po prostu w naszej romantycznej naturze leży zamiłowanie do dramatycznych przegranych, górujące nad osiąganymi wyrachowaniem sukcesami, co widać było chociażby w ocenie wyjścia z mundialowej grupy w Katarze? No cóż, nie od dziś bardziej wyraziście świętujemy idealistyczne powstania zakończone klęską niż te wyjątkowe zwycięskie, z finałem racjonalnym i przynoszącym korzyści.

Dzisiejszy mecz z Austrią za chwilę też stanie się historią. Sądzę, że niezwykle ciekawe byłoby przeczytanie jutrzejszych komentarzy bez znajomości wyniku, jaki padnie na Olympiastadion. Eksperyment oczywiście jest niewykonalny, ale stanowiłby wyjątkowo ciekawe doświadczenie w kontekście powyższych rozważań. Bo przechodząc na stronę z rezultatem meczu moglibyśmy się mocno zdziwić.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sensacyjny ruch Łukasza Piszczka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na sportowy24.pl Sportowy 24