„Kaaaaarl Geigeeer!” - krzyczano na ulicach Oberstdorfu po pierwszym z czterech konkursów Turnieju Czterech Skoczni. W swoim rodzinnym mieście zawodnikowi udało się zająć drugie miejsce, co zakwalifikowało go do grona faworytów zmagań. „Szczęśliwszy niż zwycięzca” - zatytułował „Süddeutsche Zeitung”. Na inaugurację wyszło tak jak w tabeli generalnej - Geiger uplasował się za Ryoyu Kobayashim. - Na trybunach mogłem zobaczyć znajomych ze szkoły, znajomych rodziców, czułem wsparcie - odparł po zawodach.
Wsparcia nie tylko ze strony najbliższych, ale też odrobiny szczęścia, oczekiwać mógł w Bischofshofen. Po przegraniu walki głównie z wiatrem zawiódł w Innsbrucku i zajął dopiero ósme miejsce. - Warunki były nieobliczalne. Trzeba z tym żyć, nie można już na to nic poradzić - wyrażał rozgoryczenie trener niemieckiej kadry Stefan Horngacher. Były szkoleniowiec Polaków podkreślał, że Geiger mimo swojego najgorszego konkursu nie został jeszcze pokonany (w Bischofshofen był drugi i ostatecznie skończył turniej na trzecim miejscu).
Skoczkowie w Innsbrucku w trakcie lotu mogą podziwiać kościół i cmentarz, co daje niektórym dziennikarzom pole do wykorzystania czarnego humoru. Skoczek zapamięta z Bergisel na pewno wysokie oczekiwania. Przed trzecim z konkursów legendy niemieckich skoków Sven Hannawald i Martin Schmitt dawali Geigerowi wysokie szanse na wygraną w turnieju. Dwa dni spowodowały jednak zmianę jak w kalejdoskopie. - Jego szanse na zwycięstwo w TCS są już tylko iluzoryczne - skomentował „Berliner Morgenpost”. Więcej optymizmu można było upatrywać w „Süddeutsche Zeitung”. - Geiger to niedoceniany facet, który najpierw stoi w cieniu, a potem zaskakuje wszystkich - napisał.
Stanie w drugim szeregu idealnie opisuje dotychczasowy jego wizerunek. Zeszły sezon nie należał do niemieckich skoczków - najlepszych z nich Markus Eisenbichler zajął siódme miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ. Geiger prezentował solidny poziom, co pozwoliło mu w minionym sezonie na osiągnięcie dziesiątego miejsca. Udało mu się też wtedy wygrać pierwsze dwa i jak dotąd ostatnie konkursy w karierze - w Engelbergu i w Willingen. Ogromnym sukcesem było też wywalczenie srebra na mistrzostwach świata w Seefeld w konkursie indywidualnym.
Patrząc na wyniki z poprzedniego sezonu, teoretycznie można było upatrywać nadziei w Eisenbichlerze. Dla niemieckich mediów nie ulegało jednak wątpliwości, że „Eisi” jest bez formy. Liczono, że nowy trener mógłby wydobyć z niego potencjał tak, jak miało to miejsce w wypadku Polaków. Ostatecznie jednak pod opieką Horngachera skrzydła najbardziej rozwinął Geiger.
Zanim z solidnego skoczka stał się zawodnikiem z czołówki, na początku obecnego sezonu udało mu się też odnieść sukces na polu akademickim. Na uniwersytecie w bawarskim Kempten ukończył pracę licencjacką, angażując się w tematykę inżynierii środowiska i energii. - Lubię wszystko co ma związek z drewnem - stwierdził, idąc po części w ślady ojca prowadzącego zakład stolarski. Kamery często ukazują państwo Geigerów dopingujących syna na trybunach.
W małym miasteczku targowym na południu Niemiec wielu nosi nazwisko Geiger. - Nazwisko to jest na ustach lokalnej społeczności od dawna. Od pewnego czasu jeden z nich należy do grona światowych liderów - podsumowuje „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
ZOBACZ TEŻ:>> SEKS, KOKS I... KOMUNIA ŚWIĘTA. NAJLEPSZE SPORTOWE CYTATY 2019 ROKU <<
ZOBACZ TEŻ:>> 2019 ROK NALEŻY DO ROBERTA LEWANDOWSKIEGO. NIKT NIE STRZELIŁ TYLU GOLI! [KLASYFIKACJA] <<
ZOBACZ TEŻ:>> SEKSOWNA DZIENNIKARKA SPORTOWA ROZEBRAŁA SIĘ, BY POMÓC ZWIERZĘTOM [ZDJĘCIA] <<
Polska wygrywa na inaugurację
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?