Wnioski po meczu Legia Warszawa - F91 Dudelange. Jak równy z...

Wnioski po meczu Legia Warszawa - F91 Dudelange. Jak równy z równym. Mistrz Polski z mistrzem Luksemburga

Zdjęcie autora materiału
Tomasz Biliński

Aktualizacja:

Polska

Legia przegrała z Dudelange w pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy.
1/12
przejdź do galerii

Legia przegrała z Dudelange w pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy. ©Bartek Syta/Polska Press

PIŁKA NOŻNA. ELIMINACJE LIGI EUROPY. LEGIA WARSZAWA - F91 DUDELANGE. Miała być zaliczka przed rewanżem trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy, ale mistrz Luksemburga niezwykle wysoko zawiesił poprzeczkę. Zespół Legii Warszawa, mimo gry zapewne na 110 proc., nie dał rady osiągnąć korzystnego rezultatu. Porażka 1:2 to najniższy wymiar kary. Rewanż i odrobienie strat za tydzień w "jaskini lwa" wydaje się misją niewykonalną.
Walczyli jak równi z równymi
- Jeżeli uważamy, że polska piłka jest beznadziejna, to nie róbmy atmosfery przed każdym meczem, że jesteśmy lepsi od kogokolwiek. Jeżeli drużyna beznadziejna przegra, nie może się skompromitować. Albo jesteśmy kozakami i wówczas się kompromitujemy, albo jesteśmy beznadziejni i walczymy - tłumaczył przed meczem trener Legii Warszawa Aleksandar Vuković. Wobec tego Wojskowi skompromitowali się albo walczyli (niepotrzebne skreślić). Pozostając w drugiej tonacji należy dodać, że dzielni legioniści walczyli jak równi z równymi. I to z mistrzem Luksemburga! Wypruwali sobie żyły, by przeszkodzić gościom dojść do sytuacji strzeleckich.
Kilka razy legionistom się nie udało i pod bramką Arkadiusza Malarza było niezwykle gorąco! Na szczęście dla mistrzów Polski, rywal także często się mylił. Być może niektórzy z graczy gości myśleli o tym, że dostaną mniejszą wypłatę za potrzebę wzięcia urlopu w pracy, by przylecieć do Warszawy. Nie to co kupieni za ciężkie pieniądze legioniści, zarabiający po kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Choć kibice Legii chyba ich zdemaskowali, skandując w ich stronę "Amatorzy!"

"Wszechwstyd" zamiast "wszechmistrzostwa"
Z jednej strony wakacje, z drugiej - dla pracujących - czwartek, do tego późna pora. Władzom Legii argumentów nie zabraknie, by bronić się, że frekwencja na trybunach stadionu leci w na łeb na szyję. Przeciwko mistrzowi Luksemburga nawet "Żyleta", czyli trybuna zajmowana przez zagorzalszych kibiców, raziła pustymi sektorami. Nie pomylimy się dużo w szacunkach, jeśli napiszemy, że było ok. 10 tys. widzów. Kibiców na stadion zapraszają z plakatów piłkarze i zachęta do wsparcia w walce o "wszechmistrzostwo". Na razie się "wszechwstyd"

Dominik Nagy nie był, nie jest i (prawdopodobnie) nie będzie lewym obrońcą
Adam Hlousek jest kontuzjowany. Artur Jędrzejczyk jest zdrowy, ale zniechęcany bycia w klubie, więc nie gra. W efekcie i w teorii w składzie brakuje obecnie piłkarzy, którzy bez wstydu mogliby zagrać na lewej obronie. - Dominik Nagy nie jest lewym obrońcą, ale mam nadzieję, że w tym meczu udowodni, że będzie mógł grać na tej pozycji - stwierdził dzień wcześniej Vuković. Niestety, Węgier nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Choć nie można odmówić mu ambicji. Jednak, jak sam ostatnio stwierdził, nie można wygrywać wszystkich meczów. Przy nim grający z numerem 10 w zespole F91 Dudelange Dominik Stolz wyglądał na piłkarza, który Lotto Ekstraklasę wciągnąłby nosem. Od czasu Cristiano Ronaldo, który był przy Łazienkowskiej z Realem Madryt dwa lata temu, ten stadion nie widział takiego piłkarza!

Spóźnieni legioniści
O tym, że Legia spóźniła się na początek sezonu, świadczą wyniki. O tym, że piłkarze są spóźnieni, świadczą czerwone kartki. Już ze Spartakiem Trnawa przez błędy i spóźnione reakcje wyrzuceni z boiska zostali Marko Vesović i Domagoj Antolić. W starciu z niezwykle mocną ekipą z Luksemburga i zapewne zawsze groźną, w efekcie błędu defensywy, wychodzącego sam na sam z Malarzem rywala powalił Inaki Astiz. Mimo niesamowite zaangażowania i determinacji, trzeba zrozumieć legionistów, że w osłabieniu i przeciwko tak mocnemu rywalowi doprowadzenie do korzystnego wyniku było niezwykle trudnym zadaniem...

Nie trzeba się kochać, by współpracować
Carlos Lopez dryblował, stracił piłkę, odebrał ją przeciwnikowi, wystawił Michałowi Kucharczykowi, ale... ten nie dojechał. Kika minut później, na szczęście Legii, obaj się zgrali i doprowadzili do remisu z mistrzem Luksemburga. Później ich współpraca także układała się całkiem nieźle. Jeśli gdzieś szukać plusów - choć oczywiście wciąż pozostajemy w opcji, że legioniści dzielnie walczyli jak równi z równymi - to właśnie w ich grze.

Festyn i szydera zamiast meczu
Obecnie piłkarzom Legii byłoby chyba na rękę, by oglądało ich jak najmniej ludzi. Zresztą nie mają co pokazywać. Fani także mieli dość patrzenia, jak drużyna, która chciała awansować do Ligi Mistrzów nie radzi sobie z ekipą Luksemburga. "Legia grać, k... mać", "Po co wy gracie jak wy ambicji nie macie", "Amatorzy", "Zejdźcie z boiska, nie róbcie z nas pośmiewiska", "Hej amatorzy, od was są lepsi juniorzy", "Wy za mało zarabiacie, że tak ch... gracie", "Piłkarzyki - pajacyki" - skandowali fani na "Żylecie". W pewnym momencie, przy kolejnych nic nie wnoszących podaniach pojawiło się nawet "Ole!". Zawodników pożegnały gwizdy i hasło: "Bez honoru, bez ambicji wyp... ze stolicy".

Michał Kucharczyk po meczu Legia - Lechia: Potrzebujemy stabilizacji

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Legionisci

Lem (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

Powalczycie o utrzymanie sie w ekstraklasie do samego konca,czy juz sie pogodziliscie ze spadniecie z ligi ????

Wyniki

Herb godpodarza Herb gościa
Brak danych
Więcej

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Waszym zdaniem

Kto zostanie mistrzem Polskiej Ligi Koszykówki 2017/18?