Wojciech Fibak: "Iga Świątek to dla mnie następczyni Sereny Williams. marzeniami wobec Huberta Hurkacza poczekajmy na trawę i korty twarde"

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
- Pokazała znakomity tenis, mieszankę siły i subtelności. Dla mnie Iga Świątek to następczyni Sereny Williams - mówi nam Wojciech Fibak, podsumowując ubiegłotygodniowy występ najlepszej polskiej singlistki w turnieju WTA 1000. Świątek zdążyła już rozegrać pierwszy mecz w kolejnym, w Rzymie (WTA 1000), w którym znów okazała się lepsza od Amerykanki Alison Riske. Finalista Masters z 1976 roku wspomina również o Hubercie Hurkaczu i jego ostatnich problemach.

Od porażek Igi Świątek i Huberta Hurkacza w Madrycie minęło już kilka dni. Jak można na spokojnie ocenić ich występ?

Wiadomo, że nie można tego razem oceniać, bo okoliczności były inne. Poza tym nie uważam, żeby Iga poniosła porażkę. Przegrała, ale po znakomitym i wyrównanym meczu, z aktualną numer jeden na świecie. Przypomniał mi się jej ubiegłoroczny mecz z Wiktorią Azarenką w Nowym Jorku. Tam był wymarzony początek, agresywna, precyzyjna i skuteczna gra Igi. Zero tremy przed znanym nazwiskiem. W Madrycie było podobnie, pokazała znakomity tenis, mieszankę siły i subtelności. Dla mnie Iga Świątek to następczyni Sereny Williams.

Są tacy, którzy powiedzą, że Pan teraz przesadza...

Takiego jestem zdania i nie uważam, by porównania do najlepszych były na wyrost. Tak jak Azarenka nie wiedziała początkowo co się dzieje, w którą stronę się obracać i jakie uderzenia stosować, podobnie Ashleigh Barty była na początku zupełnie zagubiona. Obie musiały dać z siebie wszystko co najlepsze, by pokonać Igę. Wiem również, bo sam grałem w tenisa, co musiały mieć w głowach w trakcie meczu. Myślały sobie: „No tak, ta dziewczyna pogra na takim poziomie przez 10-15 minut. Gdyby mogła tak grać przez godzinę byłaby światową jedynką”. Iga jeszcze nią nie jest, bo w końcu jej precyzja trochę osłabła, a Barty wzniosła się na wyżyny i mecz się wyrównał. A potem górę wzięło większe doświadczenie i rutyna Australijki. Co nie zmienia faktu, że Iga zasłużyła na bardzo wysoką notę za to spotkanie. Po raz kolejny pokazała całemu światu, że gra nowoczesny, wszechstronny i dynamiczny tenis, w którym nie ma praktycznie słabych punktów. Taka Aryna Sabalenka, którą często do niej porównujemy...

Białorusinka wygrała w Madrycie, pokonując Barty w finale.

I chwała jej za to. Porównując jednak jej tenis do tenisa Igi to owszem - obie mocno grają, ale Sabalenka gubi się w nietypowych sytuacjach, gdy trzeba zagrać półwolejem czy wolejem. Trudnym, dziwnym, wysokim, niskim. Kiedy jakaś piłka jest podcięta, trzeba zagrać slajsem, z półkortu. Iga się nie nie gubi, na wszystko ma odpowiedź. To nie jest płynny tenis. To nie jest styl Barty, która gra przepięknie, tak jak kiedyś Evonne Goolagong i inni wielcy Australijczycy. Ona do tego dodaje jeszcze dwuręczny bekhend, gdy jest to potrzebne. Iga szarpie, gra trochę nierówno, takimi falami. To jednak nie znaczy, że ma coś zmieniać. Potrzebuje tylko więcej doświadczenia, ogrania i rutyny.

Niektórzy sugerują, że czasami gra za mocno w sytuacjach, gdy nie jest to niezbędne.

Nie, nie, nie. Ona właśnie tak powinna grać. Takim tenisem wygrała Roland Garros, niezależnie od tego co kto mówi o warunkach czy o tym kto wtedy nie przyjechał i td. To jest jej tenis, który w rywalizacji z najlepszymi dziś starcza co prawda na trzy gemy, bo potem gra się wyrównuje. Tak było z Simoną Halep w Australii, która musiała jednak wspiąć się na absolutne wyżyny, by dotrzymać Idze tempa, a Garbine Muguruza w Dubaju zagrała w ogóle najlepszy mecz od bardzo dawna. To jest jednak miara szacunku i respektu tych mistrzyń - one już wiedzą, że grając z innymi mogą sobie od czasu do czasu trochę poluzować i mimo wszystko wygrać. Z Igą tak się nie da, nie mogą nic jej oddać.

A co z serwisem Igi? Nadal czasem ją zawodzi.

Iga w meczu z Barty mogła faktycznie mieć gorszy dzień serwisowy. Myślę jednak, że trzeba wziąć też poprawkę na warunki. Madryt to nietypowy turniej, jak na korty ziemne. Jeszcze bardziej nietypowy niż w czasach, gdy ja w nim występowałem (w stolicy Hiszpanii Fibak wygrał dwa razy w deblu, a w singlu był w półfinale - red.). Konstrukcja trybun sprawia, że gra toczy się w warunkach półhalowych, a przez wysokość nad poziomem morza piłki latają inaczej, niż w Monte Carlo, Rzymie, Barcelonie czy Paryżu. Kort wydaje się węższy i krótszy, trzeba bardziej kontrolować wszystkie uderzenia. Dlatego nawet z tak stacjonarnym zagraniem jak serwis też można mieć kłopoty. Dodajmy, że w Madrycie w ostatnich latach gra się na mączce praktycznie wysypanej na betonie. Są zupełnie inne kąty odbicia, inna jest szybkość gry i nic się nie dzieje typowo dla klasycznych kortów ziemnych. Wszystko to sprawia, że nawet taki specjalista od gry na mączce, jak Rafael Nadal, też ma tam problemy. W tym roku znów nie wygrał (przegrał w półfinale - red.).

Być może Iga popełniła błąd wycofując się z turnieju w Stuttgarcie?

Też tak uważam, bo to by było znacznie lepsze przetarcie przed Madrytem, niż treningi w Sotogrande. Tym bardziej, że tam też gra się w nietypowych warunkach, jak na korty ziemne. W hali, na mączce wysypanej na twardym podłożu. Jest sypka i śliska. Sotogrande to niby też Hiszpania, ale tam jest zupełnie inny klimat, inna wysokość.

W przypadku Huberta Hurkacza można chyba mówić o rozczarowaniu? Nie dlatego, że przegrał z Johnem Millmanem, ale z powodu okoliczności, w jakich do tego doszło...

Na pewno, chociaż za te podwójne błędy (przy piłce meczowej w tie breaku drugiego seta a później przy setowej dla Australijczyka - red.) aż tak bardzo bym go nie krytykował. To tylko potwierdza to, o czym już mówiłem, że nawet tak stacjonarne uderzenie sprawia w Madrycie tenisistom więcej problemów, niż zazwyczaj. Do tego nastawienie Huberta, zupełnie inne niż u Igi. Ona jest bardziej zadziorna, ma większy tupet, niczego się nie boi. Hubert jest wyciszony, trochę flegmatyczny, chwilami wręcz onieśmielony. Trzeba go pobudzić, sam zwracałem mu na to swojego czasu uwagę, podczas naszej długiej rozmowy w Poznaniu. On musi dominować na korcie, wykorzystać w pełni swój ogromny potencjał. W dziesięciostopniowej skali talentu Hubert to dziewięć, może nawet dziewięć i pół. Millman z kolei to jakieś trzy i pół, ale na korcie ciężko pracuje, walczy o każdy punkt jak o życie. Gra bardzo regularnie i to wisiało w powietrzu, ta porażka. Po ich ubiegłorocznym meczu w Melbourne Australijczyk wiedział, że jak będzie biegać i walczyć to może sobie wybiegać to zwycięstwo, bo w końcu zmusi Huberta do błędu. Dodajmy brak ogrania na kortach ziemnych, bo Hubert w tym roku rozegrał wcześniej na nich tylko dwa mecze, w Monte Carlo. Myślę, że tak jak Iga popełniła błąd wycofując się ze Stuttgartu, tak Hubert niepotrzebnie zrezygnował z występu w Monachium. Millman nie zrezygnował i dotarł nawet do ćwierćfinału.

A wcześniej zagrał również w Belgradzie, Monte Carlo i Cagliari.

I to też zaprocentowało. Inna sprawa, że od tenisisty o wzroście Huberta można oczekiwać, że bez względu na warunki raczej pomoże sobie serwisem w kluczowych momentach, niż będzie popełniał podwójne błędy. Tu jednak wyłącznie kwestia mentalna, nie jakichś technicznych braków. Podobnie jak forhend Huberta, on od kilku miesięcy w końcu zaczął używać go jako broni, do tego żeby kończyć, dominować. Hubert słynie z bekhendu, ale on ma również znakomity forhend, precyzyjny, płaski. Taki trochę „samprasowski”. Zawsze świetnie radził nim sobie w obronie, ale już w ataku nie zawsze. Teraz się to zmieniło, widzieliśmy wszyscy jak świetnie działał jego forhend, gdy wygrywał w Miami. Mówiłem wtedy głośno, żebyśmy nie oczekiwali od Huberta takiej gry w każdym kolejnym turnieju. Zwłaszcza tych na kortach ziemnych. To tak na marginesie, żeby nie było, że zawsze tylko chwalę. Na mączce będzie czekać na Huberta cała masa niżej sklasyfikowanych „terrierów”, z różnych części świata, którzy będą chcieli z nim wygrać. Stanęło na tym, że w Monte Carlo przegrał z Danielem Evansem, a w Madrycie z Millmanem. Pierwszy to Brytyjczyk, a drugi Australijczyk, ale obaj pokazali, że potrafią grać na mączce. Hubert niby się na niej wychował, potrafi się ślizgać, ale...

Lepiej czuje się na innych nawierzchniach...

I dlatego potrafi przegrać na niej z 17-letnim juniorem (Maksem Kaśnikowskim - red.) podczas mistrzostw Polski w Bytomiu. Na mokrym, grząskim korcie ziemnym. Nie brakuje tenisistów, nawet spoza pierwszej setki czy dwusetki rankingu ATP, którzy mogą być dla niego zagrożeniem w takich warunkach. Co nie znaczy oczywiście, że - z całym dla nich wszystkich szacunkiem - Hubert nie jest sto razy lepszym tenisistą. Wierzę, że on się odrodzi, czy to w Rzymie czy później w Paryżu. Nie powinniśmy mieć jednak wobec niego zbyt wygórowanych oczekiwań. Z marzeniami będziemy mogli poszaleć, gdy rywalizacja przeniesie się na korty trawiaste i twarde.

Rozmawiał Hubert Zdankiewicz

Miał trzy piłki meczowe i odpadł. Bolesna porażka Huberta Hurkacza

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie