Marcin Janusz, siatkarz Trefla Gdańsk: Medal w Chicago wyszarpaliśmy swoją walecznością [rozmowa]

Rafał RusieckiZaktualizowano 
Na zdjęciu: Andrea Anastasi i Marcin Janusz (po prawej)
Na zdjęciu: Andrea Anastasi i Marcin Janusz (po prawej) Sylwia Dabrowa
Rozmowa z Marcinem Januszem, rozgrywającym szerokiej kadry reprezentacji Polski oraz Trefla Gdańsk.

Pomstuje pan nad tym, że w Polsce siatkarzy jest tak dużo, że nawet po zajęciu trzeciego miejsca w Lidze Narodów problematyczne jest dostanie się do pierwszej reprezentacji?
Jest to problem albo można też powiedzieć, że jest to sukces polskiej siatkówki. Widać, że ligę mamy mocną. Przygotowuje nas ona, żeby grać na międzynarodowym poziomie. Szkolenie mamy dobre. Myślę, że są to powody, z których tylko możemy się cieszyć. To dobrze prognozuje na przyszłość.

CZYTAJ TAKŻE: Zobaczcie piękne partnerki piłkarzy Lechii Gdańsk

A z punktu widzenia siatkarza?
Na pewno nie jest to łatwa sytuacja. Cieszy to, że jeśli już jesteś w stanie dostać się do tej kadry, to możesz mieć praktycznie pewność, że te sukcesy przyjdą. Prędzej czy później. Ja jestem na tyle krótko w tej reprezentacji, że nie mam jeszcze pewnego miejsca w tej ścisłej kadrze, która będzie jeździć na najważniejsze turnieje. Mam jednak nadzieję, że te miejsce z czasem sobie wywalczę, a później będę się tylko cieszył z tego, że mamy tak szeroki skład, tylu zawodników którzy grają na bardzo wysokim poziomie.

Jak odbierać ten wasz wynik z Chicago? Graliście tak dobrze, bo nie było wielkich oczekiwań, presji?
Ciężko powiedzieć. Kompletnie nieprzygotowani byliśmy fizycznie do tego turnieju. Każdy miał jakieś chwile przerwy i tak naprawdę z marszu weszliśmy w ten turniej. Oczywiście, na początku nie było presji. Martwiliśmy się o to tylko, żeby w miarę dobrze się zaprezentować, może wygrać kilka setów. Nikt tak naprawdę nie myślał, że będziemy w strefie medalowej. Ta presja przyszła. Myślę, że po meczu z Brazylią (w grupie, wygranym 3:2 - przyp.) każdy z tyłu głowy miał, że jesteśmy blisko półfinału. A potem, mimo tej presji, byliśmy w stanie grać dobrze. Graliśmy dobrze i bez presji i pod presją. Z tego się cieszymy.

To co tutaj się wydarzyło?
Nie jestem w stanie powiedzieć. Niektórzy przyjechali bez kompletnego przygotowania, niektórzy byli nawet kontuzjowani, niezdolni do gry. Fajną drużynę stworzyliśmy, to przede wszystkim. Atmosfera była bardzo dobra. Vital Heynen jasno określił nam to, co mamy robić na boisku. Oczekiwał od nas prostych rzeczy, a dzięki temu gra się dużo łatwiej. Nie wymagał fajerwerków. Mieliśmy zagrać swoją, dobrą siatkówkę. To wystarczyło na wygranie trzech meczów.

Wiadomo, że mówimy o pierwszej części sezonu reprezentacyjnego, ale myślę, że te dwa zwycięstwa nad Brazylią dużo wam dały dobrego.
Tak. Ja te mecze z Brazylią i ten turniej na długo zapamiętam. Dla wielu z nas, tych młodych, to lekcja, że nie ważne jak niedoświadczonym się jest, jak nieprzygotowanym, to jeśli ma się większą wolę walki od przeciwnego zespołu, to można z nim wygrać. Myślę, że widać to było szczególnie w tym meczu o trzecie miejsce. Brazylijczycy wyglądali, jakby im się nie chciało. Za to dla nas ten brązowy medal mógł być wielkim sukcesem. Myślę, że taką walecznością go sobie wyszarpaliśmy. To fajna lekcja dla nas na przyszłość.

CZYTAJ TAKŻE: Lechia zaprezentowała się kibicom. Znajdźcie się na zdjęciach

Wasz udział w Final Six Ligi Narodów był zaskoczeniem. Trzecie miejsce też. Czego w tym turnieju oczekiwał od was trener Heynen? Jakie sportowe ścieżki rozrysował?
Nie licząc tych turniejów fazy interkontynentalnej, każdy miał plan indywidualny. To była jednak bardziej prasa na siłowni i mało było kontaktu z piłkami. Nie mieliśmy konkretnego planu przygotowań do turnieju finałowego. Tak, jak pan zaznaczył, mało kto się spodziewał, że ten awans do Chicago uda się wywalczyć. Później na szybko było składanie zawodników na ten turniej. Vital też ma z tyłu głowy, że najważniejsze zawody w tym sezonie to kwalifikacje olimpijskie (9-11 sierpnia w Ergo Arenie - przyp.) i mistrzostwa Europy (12-29 września w czterech państwach - przyp.). Nie podporządkował wszystkiego pod ten turniej, tylko wysłał - można powiedzieć - drugi garnitur. A udało się odnieść sukces, bo tak traktujemy te brązowe medale, to tylko się cieszyć.

Pięciu z waszej drużyny pojechała do Zakopanego, żeby trenować dalej z reprezentacją. Wśród rozgrywających był pan i Marcin Komenda, ale choćby dla jednego z was miejsca zabrakło. Zaskoczony?
To są decyzje Vitala. On na pewno wie, co robi. Sam był rozgrywającym i jest w stanie na tyle dobrze ocenić naszą formę, żeby wybrać tych najlepszych na turniej. Brak powołania do Zakopanego nie oznacza jeszcze końca przygody z kadrą w tym roku. Może na turniej kwalifikacyjny przyjedzie ten skład, który jest w Zakopanem. Nikt nowy raczej nie dojdzie, ale później są mistrzostwa Europy, Puchar Świata. Ci, którzy nie pojechali w góry, dalej czekają, dalej się przygotowują. Może otrzymamy telefon od trenera.

Turniej kwalifikacyjny do Tokio rozgrywany będzie w Ergo Arenie. Tutaj presja już będzie ogromna. Będzie go pan oglądał z trybun?
Tak, będę go oglądał. To będą trzy mecze i naprawdę wszystko się może wydarzyć. Wydaje się, że jesteśmy bardzo mocni. Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy faworytem. Będą to jednak mecze pod ogromną presją, także z topowymi zespołami. Wierzę, że ten awans uda się uzyskać już w tym pierwszym turnieju.

Francuzi grali już w Chicago, tak trochę obok was, bo w drugiej grupie. Przegrali z Rosją i Stanami Zjednoczonymi. To jest w ogóle jakiś wyznacznik ich formy w tym momencie?
Myślę, że pod tym kątem nie możemy patrzyć. W reprezentacji Francji też zabrakło kilku kluczowych zawodników. Na turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk motywacja też na pewno będzie zupełnie inna. Musimy być gotowi na to, że Francuzi zdecydowanie lepiej zagrają.

Umówmy się, że jeśli poważnie myślimy o Tokio, to taka Słowenia czy Tunezja są - brzydko mówiąc - do odklepania.
Trudno mi powiedzieć, bo reprezentacji Tunezji nie znam. Wiem natomiast, że w Słowenii jest kilku naprawdę dobrych zawodników. Grają w lidze włoskiej, w najlepszych ligach europejskich. Tutaj też trzeba będzie się skupić i być mocno skoncentrowanym. To będą mecze pod olbrzymią presją. Z kimkolwiek by się nie grało, to z automatu robi się trudno.

To co pan teraz porabia, po powrocie ze Stanów Zjednoczonych? Odpoczywa pan w rodzinnym Nowym Sączu?
Tak, dostałem chwilę wolnego. Mogę zacząć już powoli przygotowywać się do sezonu ligowego. Od połowy sierpnia zaczynamy już wszyscy przygotowania w Gdańsku. Dalej muszę być jednak w gotowości, jeśli zdarzy się sytuacja, że będę potrzebny w reprezentacji. Przygotowuję się spokojnie i czekam.

Trener Michał Winiarski zapowiada w Treflu dużo pracy i że trzeba będzie przed sezonem solidnie zakasać rękawy.
Zgadza się. Będziemy mieć bardzo młody zespół. Na pewno czeka nas dużo pracy, ale ten okres przygotowawczy mamy dość długi. Mamy czas, aby na spokojnie potrenować i się poznać. Aby przygotować się na wejście w ligę. Jestem pewny, że ten projekt wypali. Mamy wielu zawodników, którzy nie są może wiodącymi postaciami w naszej lidze, ale wierzę w to, że po tym sezonie tak się stanie.

Można porównać Trefla do tej waszej drużyny z Chicago? Tutaj też nie ma wielkich oczekiwań przed sezonem, presji wynikowej.
To porównanie bardzo mi się podoba. Mam nadzieję, że stworzymy podobną grupę, jaką stworzyliśmy w Chicago, że będziemy sprawiać radość kibicom, że ta nasza siatkówka będzie nie tylko skuteczna, ale też przyjemna dla oka. Zobaczymy. Szczerze powiedziawszy, kilku chłopaków jeszcze nie zdążyłem poznać. Trudno teraz oceniać, jak to będzie wyglądać. Myślę, że z trenerem zrobimy wszystko, żeby ta grupa stała się prawdziwą drużyną i może będziemy sprawiać niespodzianki. Na pewno nie jesteśmy faworytem, tak jak nie byliśmy w Chicago. Drużynę, która będzie dawać wiele radości jesteśmy jednak w stanie stworzyć.

Wielki transfer Barcelony stał się faktem. Antoine Griezmann nowym piłkarzem "Dumy Katalonii"

Press Focus / x-news

Wideo

Materiał oryginalny: Marcin Janusz, siatkarz Trefla Gdańsk: Medal w Chicago wyszarpaliśmy swoją walecznością [rozmowa] - Dziennik Bałtycki

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3