Maryna Gąsienica-Daniel: Chorowałam na koronawirusa bez objawów, mam nadzieję, że forma nie uciekła [ROZMOWA] 5.01 2022

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Maryna Gąsienica-Daniel przed czterema laty reprezentowała Polskę na igrzyskach w Pjongczangu, w lutym wystąpi w Pekinie
Maryna Gąsienica-Daniel przed czterema laty reprezentowała Polskę na igrzyskach w Pjongczangu, w lutym wystąpi w Pekinie Pawel Relikowski / Polska Press
Udostępnij:
Po świetnych występach w Courchevel, gdzie dwukrotnie zajęła szóste miejsca w slalomie gigancie, Maryna Gąsienica-Daniel zachorowała na COVID-19 i musiała zrezygnować z zaplanowanego na koniec grudnia startu w Lienz. Jak się jednak dowiadujemy, wróciła już do treningów. - Jestem na stoku w Tarvisio i przygotowuję się do występu w sobotnich zawodach Pucharu Świata w Kranjskiej Gorze – mówi nam alpejka z Zakopanego.

Dzień dobry, jak się pani czuje?
A dobrze, dziękuję. Już jest wszystko OK, jestem na treningu.

W jakich okolicznościach doszło do zakażenia koronawirusem? Miała pani poważne objawy?
Nie, ja byłam totalnie bezobjawowa. Sportowcy są szczególnie narażeni na to, żeby zakazić się koronawirusem, bo bardzo dużo podróżujemy. Przemieszczamy się, mieszkamy w różnych miejscach, jest sporo kontaktów. Na szczęście prawdopodobnie wszyscy już pewną odporność uzyskaliśmy, więc choć wirus się pojawia, to jednak nie daje objawów. Mam na myśli sportowców, którzy są zaszczepieni. Z tego względu choroba nie odbija się na stanie naszych organizmów.

Czyli w pani przypadku szczepionka zadziałała bardzo dobrze?
Nie wiem, czy to po szczepionkach, czy dlatego, że ja prawdopodobnie przechorowałam też COVID-19 już po szczepieniu, jeszcze w październiku. Możliwe zatem, że dostałam wtedy podwójną dawkę uodparniającą – raz szczepionką, a raz w sposób naturalny.

Październikowa choroba nie odbiła się na pani formie, skoro sezon, jeśli nie liczyć inauguracji w Soelden, rozpoczęła pani rewelacyjnie – od jedenastego miejsca w Lech i dwóch szóstych pozycji w Courchevel. Czy jednak forma nie uciekła przez drugą chorobę?
Mam nadzieję, że nie. Niestety są takie procedury, które wymagają od nas sportowców izolowania się, więc nie mogłam uczestniczyć w treningach. Byłam w domu w Zakopanem przez ponad dziesięć dni. Ale mam nadzieję, że teraz dosłownie dwa-trzy dni na śniegu wystarczą na to, żeby wrócić do dyspozycji i być na sobotni start w Kranjskiej Gorze w pełni gotowa.

Wróćmy na chwilę do pani wyników na poziomie światowym, którymi były dwa razy z rzędu miejsca w pierwszej szóstce Pucharu Świata. Czy Courchevel to jest teraz pani ulubiona miejscowość.
Czy ja wiem? Lubię Courchevel, ale nie nazwałabym jej swoją ulubioną miejscowością. Pracujemy bardzo ciężko, by rezultaty były coraz lepsze. Na szczęście nasza praca idzie w dobrą stronę i po prostu pozwala nam to piąć się w drabince. No i efektem są te szóste miejsca, a mam nadzieję, że jeszcze lepsze będą przychodzić. To jest nagroda za ciężką pracę nie tylko dla mnie, ale też dla całego sztabu i dla wszystkich ludzi, którzy ze mną współpracują. Cieszyliśmy się z tych wyników, ale nadal będziemy pracowali, by osiągać lepsze rezultaty.

„Szóstka” zaczyna panią prześladować, bo przecież takie samo miejsce było w gigancie ubiegłorocznych mistrzostw świata w Cortinie d’Ampezzo...
No tak (śmiech), ja akurat zawsze bardzo lubiłam ten numer. Zawsze miałam w dzienniku w szkole właśnie szóstkę, a na zawodach to był mój ulubiony numer startowy.

Rozumiem, że w szkole też były same szóstki?
Z tym było różnie. (śmiech)

Igrzyska zbliżają się szybkimi krokami. Czy kilka dni izolacji pomogły pani spokojnie się do nich nastawić, czy wręcz przeciwnie - było za dużo czasu na myślenie o nich?
Ja bym powiedziała trochę inaczej. W świecie, w jakim teraz żyjemy są nowe sytuacje, z którymi musimy się mierzyć. Dotyczy to wszystkich, nie tylko sportowców, niektórzy przecież mają gorzej od nas. To nas stresuje w pewnym stopniu. Już nawet nie chodzi o sam fakt zachorowania, bo często zawodnicy, tak jak ja teraz, przechodzą chorobę bezobjawowo, niezbyt ciężko. Mamy świadomość, że jesteśmy uodpornieni, ale bardziej boimy się, że choroba zablokuje nasze kolejne starty czy wyjazdy. To jest trochę tak, jakbyśmy nie mogli wykonywać swojej pracy. Jesteśmy zablokowani, a jeśli chodzi o moją dyscyplinę, to efekty naszej pracy możemy zobaczyć tylko zimą. Całe lato na to pracujemy, a zimą okazuje się, że musimy ograniczać nasze starty, bo przecież nie przytrafiło się to tylko mnie, ale i innym dziewczynom. A jeśli chodzi o igrzyska, to przygotowujemy się do występu startami w Pucharach Świata. Właśnie nimi wypracowujemy sobie wyższy numer startowy i na wynikach budujemy pewność siebie. Oczywiście to impreza, która jest w kalendarzu raz na cztery lata i jest najważniejsza w tym sezonie, ale nie ma dodatkowych przerw na przygotowania do igrzysk, nie ma na to czasu, po prostu polega to na regularnych startach.

W pani wypadku będzie to występ w gigancie 8 stycznia w Mariborze, a następnie 25 stycznia w Kronplatz?
Tak, przy czym wystartuję też pomiędzy tymi datami w supergigantach w Zauchensee i w Cortinie d’Ampezzo.

Starty w supergigantach będą przygotowaniem do udziału w tej konkurencji w Pekinie?
Tak, bo to jest dla mnie druga najważniejsza konkurencja po gigancie. Już w tym sezonie startowałam w supergigantach, właśnie w ramach przygotowań do igrzysk i będę się wdrażać coraz bardziej.

Slalom też jest w programie pani olimpijskich startów?
Na ten moment nie.

A superkombinacja?
Też nie. Gigant i supergigant są do siebie zbliżone. Natomiast superkombinacja jest połączona ze zjazdem, który jest konkurencją totalnie szybkościową. A ja nie mam doświadczenia i aż tylu dni na długich nartach, żeby móc osiągać satysfakcjonujące wyniki.

Miała pani okazję poznać trasy w Pekinie?
Niestety nikt nie miał takiej możliwości. W ubiegłym sezonie z uwagi na pandemię nie było przedolimpijskiej próby.

Kiedy poleci pani do Chin?
Prawdopodobnie pomiędzy 26 a 29 stycznia.

Czy są dodatkowe protokoły związane ze startem na igrzyskach? Dostajecie takie informacje od szefa misji olimpijskiej?
Są protokoły, specjalne dokumenty do wypełniania, ale na szczęście ja nie muszę się tym zajmować, czyni to mój sztab.

Czy zmiany w sztabie, które przeprowadziła pani w lecie wyszły na dobre?
Nową osobą w grupie jest mój serwismen Claudio Iagher (zastąpił Hiszpana Germana Sagastume Pinedo – przyp.), który jest Włochem. Wszystko układa się dobrze i mam nadzieję, że tak będzie do końca naszej współpracy. Teraz trenujemy w Tarvisio, skąd pojedziemy do Kranjskiej Gory.

W Courchevel najlepszy wynik w karierze osiągnęła także 20-letnia Magda Łuczak zajmując w gigancie 20. miejsce. Czy rywalizacja z inną polską alpejką pani służy?
Nie odczuwam tego jako rywalizacji między nami. Mało ze sobą trenujemy, więc mało też rywalizujemy ze sobą. Oczywiście Magda miała bardzo dobre wyniki w Courchevel. Warunki były tam trudne, a ona świetnie sobie z nimi poradziła. Uważam też, że nieźle sobie poradziła na drugi dzień, mimo że nie zakwalifikowała się do drugiego przejazdu. Przecież ona dopiero nabiera doświadczenia w Pucharze Świata. Mam nadzieję, że jej jest troszeczkę lżej w związku z tym, że ja startuję z przodu i zawsze mogę podać jakieś informacje. Ma kogoś, kto teoretycznie przeciera przed nią szlaki. Ja zawsze byłam sama na starcie i świadomość, że jestem jedyną startującą Polką była dosyć trudna dla mnie. Teraz teoretycznie presja rozdziela się na dwie zawodniczki. Zawsze jest łatwiej, gdy staje się na starcie we dwójkę, a nie w pojedynkę.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Sportowy 24
Dodaj ogłoszenie