Wisła Kraków. Piotr Piecuch: Jeden zawodnik nie wygra meczu. Musi być drużyna

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Andrzej Banaś
Coraz lepiej radzą sobie w I lidze koszykarze TS Wisła Chemart Kraków. „Wawelskie Smoki” wygrały trzy ostatnie mecze. Cel drużyny Piotra Piecucha pozostaje jednak bez zmian. Beniaminek ma się utrzymać na zapleczu Energa Basket Ligi, a krakowski szkoleniowiec podkreśla, że do tego droga jeszcze daleka.

- Trzy ostatnie, wygrane spotkania świadczą o tym, że okrzepliście w I lidze?
- Na początku sezonu mieliśmy spore zawirowania, przede wszystkim zdrowotne. Nie ma co ukrywać, że nas koronawirus również dotknął. Najpierw jeszcze w okresie przygotowawczym, później już w trakcie rozgrywek. Teraz rzeczywiście jest tak, że chłopaki pozbierali się, choć musiało minąć trochę czasu. Ostatnio mamy dobry okres, ale zdajemy sobie również sprawę, że to nie będzie trwało wiecznie. Pozostaje nam postarać się wygrać jak najwięcej meczów. Naszym celem wciąż pozostaje utrzymanie, co wcale nie będzie łatwe. W tej lidze nie ma drużyn, które byłyby zdecydowanie słabsze od reszty. Może tylko ekipa Zetkama Doral Nysa Kłodzko jest na razie nieco słabsza, ale jak w tej drużynie poprawi się sytuacja zdrowotna, to też zacznie wygrywać. W poprzednich sezonach wystarczyło wygrać osiem, dziewięć spotkań, żeby się utrzymać. W tym myślę, że trzeba będzie postarać się o dwanaście, trzynaście wygranych, żeby być w miarę pewnym utrzymania. Przed nami jeszcze daleka droga.

- Na początku sezonu mieliście różne momenty, a bardzo dobre mecze przeplataliście słabszymi. Koronawirus był głównym powodem, że tak to wyglądało?
- Tak, zdecydowanie. Był np. taki mecz z Opolem, gdy wypadł nam w ostatniej chwili Kuba Żaczek. Przegraliśmy ten mecz na własne życzenie. Brakuje nam właśnie jednego, dwóch zwycięstw w meczach, w których mogliśmy się o to pokusić. Właśnie z Opolem czy z Pruszkowem. Z drugiej strony odrobiliśmy to w meczach, w których może trochę mniej spodziewaliśmy się, że wygramy. Mam tutaj na myśli spotkania z WKK Wrocław u siebie, czy z Tychami i Łowiczem na wyjazdach. Można było zakładać, że będzie ciężko wygrać te mecze, skoro gramy jako beniaminek, a skład mamy w znacznym stopniu oparty na wychowankach. A jednak chłopaki się postawili, zagrali bardzo dobrze. Najbardziej chyba zadowolony jestem z meczu z WKK, w którym zagraliśmy bardzo dobrze w ataku, ale zadecydowała przede wszystkim skuteczna obrona.

- Gdy rozmawialiśmy przed sezonem, mówił pan, że wielu pańskich podopiecznych będzie się dopiero uczyć I ligi. Można odnieść wrażenie, że edukacja wychodzi im bardzo dobrze, bo robią systematyczne postępy.
- Mamy chłopaków, którzy liznęli trochę I ligi. Takich, jak Paweł Bogdanowicz, Maciej Maj czy Rafał Zgłobicki. To są zawodnicy, którzy dzielą się uwagami z kolegami. Oczywiście w pierwszych meczach zapłaciliśmy trochę frycowe, ale z czasem ci młodzi chłopcy zobaczyli, że naprzeciwko mają takich samych ludzi, jak oni i że nie ma czego się bać. Jeśli jest dobre nastawienie psychiczne do meczów, to i o dobre wyniki jest łatwiej.

- Michał Chrabota, wciąż młody koszykarz, rośnie panu w drużynie z każdym meczem…
- Rośnie, rośnie. Ale nie tylko on. Ostatnio „odpalił” wspomniany Rafał Zgłobicki. Kuba Żaczek ma dobre statystyki. Może nie jest tak widoczny, ale kto jest trenerem, ten widzi, że to jest bardzo cenny zawodnik, szczególnie w obronie. Maciek Maj poszedł do góry. A co do Michała Chraboty, to radość jest duża, bo to mój wychowanek i zawsze widziałem w nim taką iskrę talentu. Chcę jednak podkreślić rzecz najważniejszą - nie byłoby Michała Chraboty, Rafała Zgłobickiego czy każdego innego gracza, gdybyśmy nie mieli drużyny. Proszę zobaczyć, co się dzieje z Sokołem Łańcut, który ma bardzo mocną drużynę, znane nazwiska, a nie mogą „odpalić”. Nie przypuszczam, żeby to było związane z procesem treningu, pewnie docierają się właśnie jako drużyna. A my mamy taki zespół, że zawodnicy się wymieniają, raz gra jeden bardzo dobrze, innym razem drugi. Jeden zawodnik nie wygra meczu. Musi być drużyna.

- Chyba najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że choć do hali przy ul. Reymonta po kilkunastu latach wróciła męska koszykówka w I-ligowym wydaniu, to musicie grać przy pustych trybunach.
- Obawiam się, że cały ten sezon zagramy bez kibiców na trybunach. To rzeczywiście bardzo przykre, ale nic na to nie poradzimy. Żałujemy jednak tego bardzo. Ostatnio wychodziliśmy z hali po bardzo dobrym meczu z WKK i nasz portier, bardzo inteligentny i życzliwy człowiek, stwierdził, że przy takiej grze mielibyśmy pełną halę. Myślę, że nie pomylił się. Dobrze, że przynajmniej są transmisje w internecie. Różnie bywa z jakością tych transmisji, ale to bardzo dobry pomysł ze strony PZKosz., że kibice przynajmniej w ten sposób mogą oglądać nasze mecze, bo przecież my gramy przede wszystkim dla nich.

- Przejdźmy do tego, co przed nami. Po trzech wygranych z rzędu jedziecie w najbliższej kolejce do Wrocławia na mecz ze Śląskiem II Wrocław. To wasz sąsiad w tabeli, więc pewnie apetyty na wygraną macie duże.
- Jedziemy z nastawieniem, żeby wygrać, choć wiemy, że czeka nas trudne zadanie. Ponieważ jest przerwa na kadrę, więc przypuszczam, że paru chłopaków z ekstraklasy zagra przeciwko nam. Graliśmy już z tym z zespołem w trakcie przygotowań do sezonu. Zagraliśmy wtedy dobre trzy kwarty, ale ostatecznie przegraliśmy. Myślę, że chłopaki pamiętają o tamtym meczu i będą pałać rządzą rewanżu. Przed nami cztery kolejki w tym roku i będą to bardzo ważne mecze dla nas. Przede wszystkim te u siebie. Po meczu ze Śląskiem zagramy we własnej hali z Prudnikiem, zespołem, który też walczy o utrzymanie i zwycięstwo w tym spotkaniu będzie bardzo ważne. Później pojedziemy do Krosna, a następnie podejmiemy Pelplin. To też zespół, który chcemy pokonać. Jeśli chcemy realnie myśleć o utrzymaniu, musimy koniecznie wygrywać takie spotkania. Jeszcze raz chcę podkreślić, że ta liga jest bardzo wyrównana. Każdy może wygrać z każdym. Ostatnio Łowicz pojechał do Pruszkowa i był zdecydowanym faworytem. A jednak przegrał. Ostatnią kwartę do trzech punktów! Liga jest ciekawa i myślę, że tak będzie do samego końca. Ja mam nadzieję, że się utrzymamy, a w kolejnym sezonie uda nam się zbudować jeszcze mocniejszy zespół. Na razie jednak będziemy walczyć w każdym spotkaniu. To mogę obiecać.

Czytaj także

Gigantyczne kary dla sieci fitness

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Piotr Piecuch: Jeden zawodnik nie wygra meczu. Musi być drużyna - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie