Hokeista Marek Strzyżowski: Potrzebowałem zmiany otoczenia

Waldemar Mazgaj
Waldemar Mazgaj
- W turnieju EIHC trener sprawdził dużo młodych zawodników, którzy wypadli na plus. Sam też się przypomniałem kibicom - mówi „Fryzjer”.
- W turnieju EIHC trener sprawdził dużo młodych zawodników, którzy wypadli na plus. Sam też się przypomniałem kibicom - mówi „Fryzjer”. Fot. Karolina Misztal
- Na początku ciężko się było przyzwyczaić do dużego miasta, ale jest fajnie - mówi sanoczanin Marek Strzyżowski, reprezentacyjny hokeista GKS-u Katowice.

Po prawie rocznej przerwie wróciłeś do reprezentacji Polski i zagrałeś trzy mecze w turnieju EIHC w Gdańsku. To była dla ciebie niespodzianka?
Na pewno tak. Chyba zaprocentowała ciężka praca, a pod okiem trenera kadry Jacka Płachty, u którego gram na co dzień w GKS-ie Katowice. Chyba widział, że wracam do dobrej dyspozycji.

Puchar im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego zgarnęli Kazachowie, ale zagraliście z nimi dobry mecz. Twoja ocena turnieju?Generalnie był to bardzo dobry turniej w naszym wykonaniu. Trener sprawdził też dużo młodych zawodników, którzy wypadli na plus. Zabrakło tylko trochę szczęścia w meczu z Kazachstanem, bo przez dwie tercje graliśmy bardzo dobrze, były słupek i poprzeczka.

W ostatnim meczu, gdy trener zmienił formacje, awansowałeś do trzeciej „piątki”. Ze swojej postawy powinieneś więc być zadowolony?Myślę, że tak (uśmiech). Przypomniałem się kibicom.

Jak ci się wiedzie w „GieKSie”?Super miasto i klimat, a co najważniejsze i mówię to wszystkim, w klubie i drużynie nie ma układów, jest zdrowa rywalizacja. Potrzebowałem tej zmiany.

Wyniki GKS-u chyba jednak nie do końca są takie dobre.Pierwsza runda była słabsza, bo bardzo późno zbudowano drużynę, na dodatek nie graliśmy na swoim lodowisku. W drugiej rundzie przyszło zgranie i wygraliśmy większość meczów, ale trochę brakło, by trafić do grupy silniejszej. W tej słabszej na razie gramy „w kratkę”, ale mam nadzieję, że forma przyjdzie na play-off, bo nawet w myślach nie dopuszczam do głowy gry o utrzymanie.

Jak rodzinie Strzyżowskich żyje się w aglomeracji śląskiej, po przeprowadzce z niewielkiego Sanoka?

Na początku ciężko się było przyzwyczaić do tak dużego miasta i poruszania w nim, ale jest fajnie. Zupełnie inaczej można spędzać wolny czas – raz idziemy na kręgle, innym razem do kina. Wiadomo: większe miasto, to większe możliwości, ale generalnie jest świetnie.

Wygląda na to, że chciałbyś zostać na Śląsku na dłużej?Zobaczymy, jeszcze kilka miesięcy tego sezonu.

W STS-ie jest już nowy zarząd. Kontaktowano się z tobą w sprawie powrotu do Sanoka?Nie.

Myślisz, że jesienią STS wróci na hokejową mapę kraju, że zagra w ekstraklasie?Nie wiem, bo wiele zależy od spraw organizacyjnych, a przede wszystkim od finansów. Jak to się mówi – pożyjemy, zobaczymy, ale mocno kibicuję swojemu klubowi, bo przecież grałem w Sanoku przez większość kariery.

Jakie masz plany na święta?Zjeżdżamy do swojego domu, do Sanoka. Będzie rodzinnie, ale też znajdę czas na spotkanie ze starymi znajomymi.

Czego ci życzyć na nowy rok?Na pewno zdrowia i formy.

Więc obyś znalazł się w kadrze na mistrzostwa świata. Cały czas pracuję i się staram. Potem zobaczymy, czy w składzie będzie mnie widział trener.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Hokeista Marek Strzyżowski: Potrzebowałem zmiany otoczenia - Plus Nowiny

Wróć na sportowy24.pl Sportowy 24