Jerzy Podbrożny: Jeśli reprezentacja Polski chce coś znaczyć, nie możemy się bać i modlić o dobre losowania [WYWIAD]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Robert Lewandowski
Robert Lewandowski Pawel Relikowski / Polskapress
Wywiad tygodnia. - Myślę, że wyjdziemy z grupy mistrzostw Europy. Trudniej będzie o awans na mundial - uważa Jerzy Podbrożny, były napastnik m.in. Legii Warszawa, Lecha Poznań, Chicago Fire i reprezentacji Polski. Dwukrotny król strzelców naszej ligi oraz ćwierćfinalista Champions League z Legią ocenia też występ Kolejorza w Lidze Europy i układ sił w Ekstraklasie.

Widząc skład Lecha Poznań na czwartkowy mecz Ligi Europy w Lizbonie spodziewał się pan, że skończy się dla Kolejorza ciężkim laniem i wynikiem 0:4?
Może nie aż tak, Benfica też była przecież nieco osłabiona. Tak wysokiej porażki chyba nikt się nie spodziewał. Myślałem, że Lech zagra jednak w optymalnym składzie. Że będą mogli coś ugrać dzięki absencjom w portugalskiej drużynie. W Poznaniu Kolejorz również doznał porażki, ale wyglądał na boisku dużo lepiej, grając w optymalnym składzie.

W pięciu meczach fazy grupowej Lech zdobył trzy punkty. To małe rozczarowanie, czy po prostu obraz siły tej drużyny i naszej ligi? A może już zwycięstwo ze Standardem Liege można uznać za sukces?
Wszyscy z pewnością liczyli na to, że uda się zrobić coś więcej. Na dzień dzisiejszy te wyniki oddają pozycję Lecha w Europie. Chociaż w rewanżu ze Standardem lechici mogli spokojnie pokusić się o zwycięstwo. Zabrakło niewiele, sami sobie popsuli nastroje. Myślę, że gdyby Kolejorz wygrał w Liege, mecz w Lizbonie byłby zupełnie inny. Mając sześć punktów mogliby jeszcze powalczyć o coś więcej. Kto wie, w jaki sposób by się to skończyło. Tak czy inaczej drużyna z Poznania pokazała w tych rozgrywkach, że potrafi walczyć z klubami teoretycznie lepszymi od siebie. To pozytywny prognostyk na przyszłość.

ZOBACZ TEŻ:

Dariusz Żuraw wystawiając rezerwowy skład pokazał chyba, że priorytetem jest dla niego Ekstraklasa. Tym bardziej, że stawka trochę uciekła Lechowi.
Myślę, że to zrozumiałe podejście. Darek wiedział, że z trzema punktami po czterech kolejkach nie ma już większych szans na wyjście z grupy. Postanowił oszczędzić najlepszych piłkarzy na walkę o ligowe punkty. Żeby z optymizmem myśleć o rundzie wiosennej, Lech musi trochę nadrobić i uciec ze środka tabeli. Celem drużyny jest w końcu to, by za rok znów pokazać się w europejskich pucharach.

W czołówce obok Legii są Raków Częstochowa i Górnik Zabrze. Pana zdaniem śląskie kluby mogą do końca sezonu walczyć o tytuł, czy rozstrzygną go między sobą faworyci z Warszawy i Poznania?
Na razie Lech ma sporą stratę. W przeszłości często bywało jednak, że grająca w europejskich pucharach Legia też radziła sobie w lidze różnie, ale w drugiej części sezonu wrzucała wyższy bieg i zdobywała mistrzostwo. Nasza liga ma to do siebie, że jest nieprzewidywalna. Choćby Raków w tym sezonie jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem. W klubie zrobiono dobre transfery, a drużyna gra całkiem nieźle w piłkę. Wiadomo, że zawsze może pojawić się kryzys, ale jak do tej pory zdobyli sporo punktów. Patrząc na ten zespół wydaje się, że w walce o tytuł mogą się liczyć do końca.

Faworytem mimo wszystko pozostaje Legia?
Legia zawsze jest faworytem. Kibice przy Łazienkowskiej spodziewają się mistrzostwa co roku. Ale w naszej lidze nigdy nic nie wiadomo. Wystarczy kilka zwycięstw i nawet słabsza na papierze drużyna może znaleźć się w czołówce. Mimo wszystko stawiałbym na legionistów. Choć Raków z pewnością nie odpuści i będzie groźny.

Po tym, jak Czesław Michniewicz zastąpił we wrześniu Aleksandara Vukovicia na stanowisku trenera Legii, widzi pan różnicę w grze drużyny?
Jest jeszcze zbyt wcześnie na to, by oceniać nowego trenera i jego wpływ na drużynę. Wielkich postępów na razie nie widać, ale to nic dziwnego. Fakty są takie, że Legia zdobywa w lidze trochę więcej punktów, a to również ważne. Z osądami powinniśmy się jednak wstrzymać. Niech trener Michniewicz przepracuje samodzielnie cały okres przygotowawczy. Na wiosnę zobaczymy, czy zmiana była korzystna.

ZOBACZ TEŻ:

Przed sezonem były duże obawy związane z pandemią COVID-19. Pana zdaniem na tle innych lig Ekstraklasa poradziła sobie dobrze z tym problemem?
Myślę, że tak. Jak widać, nie da się zupełnie uniknąć tego, co dzieje się na całym świecie. W wielu klubach pojawiły się zakażenia. Przekładano mecze, ale udało się je rozegrać w późniejszym terminie. Wygląda na to, że runda zakończy się zgodnie z planem. Miejmy nadzieję, że wiosną też uda się uniknąć większych kłopotów.

Runda wiosenna tym razem rozpocznie się już w ostatni weekend stycznia. Właśnie po to, żeby zapewnić dodatkowe terminy na ewentualnie przełożone mecze. To dobry pomysł?
To rozsądne podejście. Ostatnie lata pokazują, że klimat w Polsce trochę się zmienił. Nie ma wielkich mrozów i śnieżyc, warunki do treningów nie są najgorsze. Do tego standardem jest podgrzewana murawa na stadionach. Wcześniejsze wznowienie rozgrywek nie powinno być wielkim kłopotem. Może nawet opłaci się to w przyszłości. Nasze drużyny w pucharach na wiosnę zawsze miały problemy, nie były do końca przygotowane i szybko odpadały. Wcześniejsze wznowienie rozgrywek będzie w takich przypadkach korzystne. Obyśmy tylko mieli kluby, które będą postawione w takiej sytuacji. Ostatnio nikt nie musi się o to martwić.

W poniedziałek losowanie eliminacji mundialu 2022. Reprezentacja Polski znalazła się w drugim koszyku. W kontekście awansu to duże utrudnienie?
Na pewno nie ułatwia to sprawy. Będziemy mieli wśród rywali jedną z czołowych drużyn Europy, a bezpośrednio awansuje tylko zwycięzca grupy. W barażach też może być różnie, bo przejdą je tylko trzy z 12 drużyn. Może być bardzo ciasno, ale mam nadzieję, że Biało-Czerwoni będą dobrze przygotowani i powalczą o awans. Zobaczymy, na jakich rywali trafimy.

Ma pan swoją „grupę marzeń” albo rywala, z którym chciałby zobaczyć reprezentację Brzęczka?
Wychodzę z założenia, że jeśli chcemy jechać na mistrzostwa świata i liczyć się na turnieju, to musimy potrafić walczyć i wygrywać z najlepszymi. Czy trafimy trudną grupę, czy trochę łatwiejszą, nie ma to większego znaczenia. Chcąc coś znaczyć w światowej piłce, nie możemy bać się faworytów i liczyć wyłącznie na korzystne losowanie.

ZOBACZ TEŻ:

Po słabych występach w Lidze Narodów niektórzy postulowali o zwolnienie Jerzego Brzęczka. Tym bardziej, że eliminacje do mundialu rozpoczną się w marcu, jeszcze przed mistrzostwami Europy. Jest w ogóle temat do dyskusji?
Moim zdaniem skoro selekcjoner wygrał eliminacje i awansował na EURO, to powinien poprowadzić drużynę w tym turnieju. Wiadomo, że każdy Polak ma swoją fachową opinię. U nas wszyscy są trenerami i specjalistami od medycyny. Trzeba jednak zaczekać na to, co się wydarzy. Dyskutować nie ma co, bo prezes PZPN Zbigniew Boniek wyraźnie dał do zrozumienia, że nie zamierza zmieniać selekcjonera.

Co pan sądzi o powoływaniu przez selekcjonera Arkadiusza Milika i Kamila Grosickiego? Ich sytuacja w klubach jest taka, że przynajmniej do zimowego okienka transferowego futbol będą oglądać raczej z kanapy niż z boiska.
Nie jestem zwolennikiem wystawiania w reprezentacji zawodników, którzy nie grają regularnie w klubach. Zamiast przywiązywać się do nazwisk, trzeba powoływać prezentujących w danym czasie najwyższą formę. Niezależnie od wieku czy doświadczenia, tacy piłkarze powinni dostać szansę. Problem w tym, że nie bardzo widać, kto mógłby zastąpić Milika i Grosickiego w reprezentacji. Jeśli nie mamy lepszych, to trudno z nich zrezygnować lekką ręką.

Nie znamy jeszcze rywali w eliminacjach do mundialu, wiemy za to, z kim zagramy na mistrzostwach Europy. Czego spodziewać się po reprezentacji Polski w starciach z Hiszpanią, Szwecją i Słowacją?
Awansować mogą nawet trzy drużyny, więc powinniśmy liczyć na to, że uda się wyjść z grupy. Być może nawet z drugiego miejsca. Hiszpanie mogą być poza zasięgiem, ale to tylko piłka nożna. Dużo będzie zależało od tego, jak kto trafi z formą, decydować może dyspozycja dnia. Wszystko może się zdarzyć. Wierzę w to, że uda nam się awansować do fazy pucharowej. Co będzie dalej, zobaczymy.

ZOBACZ TEŻ:

Według bukmacherów faworytami turnieju są Anglia i Belgia. Komu pan daje największe szanse?
Anglików jakoś ze złotymi medalami nie widzę. Belgów prędzej, ale stawiałbym raczej na sprawdzone drużyny. Niemcy zawsze są groźni w turniejach, ciekawy skład ma też Hiszpania. Myślę, że wygra jedna z tych drużyn.

Trwa głosowanie...

Czy Jerzy Brzęczek powinien zostać zwolniony przed EURO 2021?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

Kogo powoła nowy selekcjoner?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie