Wieczysta Kraków. Wojciech Łobodziński: To nie była łatwa decyzja. Jeszcze jadąc pociągiem do Krakowa, miałem w głowie różne myśli

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Wojciech Łobodziński jako trener Wieczystej zadebiutował w sobotę 25 marca w meczu z Orlętami Radzyń Podlaski, wygranym przez krakowską drużynę 3:0
Wojciech Łobodziński jako trener Wieczystej zadebiutował w sobotę 25 marca w meczu z Orlętami Radzyń Podlaski, wygranym przez krakowską drużynę 3:0 Andrzej Banaś
Wieczysta Kraków. - Nie będę nagle udawał, że nie znam się z „Mają” czy ze Sławkiem Peszko. Jestem ich kolegą, i nie będziemy sobie nagle mówić – „panie trenerze”, „panie piłkarzu”, to byłoby głupie. Ale szacunek musi być w obie strony, a szefem jestem ja, ja decyduję. Zasady zostały ustalone - mówi Wojciech Łobodziński, nowy trener Wieczystej, były reprezentant Polski, były piłkarz Wisły Kraków.

To pana pierwsza trenerska praca poza Legnicą.

Wojciech Łobodziński: - Ja długo grałem w piłkę. Kończyłem dopiero, kiedy miałem 37 lat.

W Miedzi zaczynał pan jako grający asystent w rezerwach i stopniowo doszedł do prowadzenia I drużyny. Teraz wchodzi pan do zupełnie nowego środowiska.

Tak... i takiego specyficznego, bym powiedział. Słyszałem: „zjedziesz tak nisko...”, ale z drugiej strony ja kocham piłkę, bez względu, na jakim poziomie. W trzeciej lidze już pracowałem, prowadziłem rezerwy Miedzi. Niezależnie do tego, gdzie grasz, gdzie pracujesz, to ma sprawiać fun. Ja czerpię z tego ogromną przyjemność, dlatego tu jestem.

W Wieczystej są zawodnicy, przeciwko którym pan grał. Wszedł pan do szatni piłkarzy znanych z boiska czy do szatni kolegów?

I znanych z boiska, i kolegów. Ja miałem też taką sytuację w Legnicy. Jestem młodym człowiekiem, więc niektórzy ludzie, z którymi grałem, sami jeszcze grają. Nie będę nagle udawał, że nie znam się z „Mają” czy ze Sławkiem Peszko. Ze Sławkiem grałem nawet przez moment w jednej drużynie, w Wiśle Płock, kiedy on był bardzo młody. Jestem ich kolegą, i nie będziemy sobie nagle mówić – „panie trenerze”, „panie piłkarzu”, to byłoby głupie. Ale szacunek musi być w obie strony, a szefem jestem ja, ja decyduję. Zasady zostały ustalone. Natomiast znam w tej drużynie praktycznie wszystkich zawodników.

Miał pan chwilę zastanowienia, czy wziąć tę robotę?

Miałem, miałem. Nie mogę ujawnić nazw klubów, ale byłem już po rozmowach z innymi klubami, pierwszoligowymi nawet. Jeszcze kiedy w poniedziałek (20 marca - przyp. boch) jechałem pociągiem do Krakowa, miałem w głowie różne myśli. Musiałem wykonać dużo telefonów – podpytać ludzi, uruchomić stare kontakty w Krakowie, porozmawiać ze znajomymi, którzy chodzą tu na mecze. To nie była łatwa decyzja. Przekonało mnie kilka rzeczy, oczywiście poza jakością drużyny, projektem – bo to też jest ważne. Chciałem wrócić na ławkę i to była taka fajna, konkretna propozycja. Niekoniecznie finansowa, bo ja myślę, że na podobnym poziomie zarabia się i w pierwszej lidze i w ekstraklasie. To akurat nie było kluczowe.

W Wieczystej zgadzać muszą się nie tylko wyniki, ale też styl gry zespołu.

Ja się nie boję, mam swój plan na tę drużynę. I niekoniecznie będzie on taki jak w pierwszym meczu. Miałem za mało czasu, żeby dużo zmienić. Chociaż myślę, że troszeczkę tego mojego DNA już było, ale jeszcze to nie jest to, czego bym chciał. W następnych meczach, mam nadzieję, będzie to wyglądało jeszcze lepiej.

Właśnie, jak oceni pan ten pierwszy mecz z Orlętami Radzyń Podlaski?

Przede wszystkim cieszy mnie zwycięstwo, okazałe, chociaż powinno być zdecydowanie wyższe. Pracę tak naprawdę zacząłem od wtorku. W tych pierwszych dniach chciałem skupić się przede wszystkim na grze defensywnej, bo moim zdaniem to było najszybciej do poprawy, i chcę, żeby z tej defensywy kreować akcje ofensywne. Wydaje mi się, że może nie do końca, ale te zadania zawodnicy spełnili. Widać było poprawę, jeżeli chodzi o grę defensywną. A ich jakość ofensywna jest tak duża, że trzeba było dopracować tylko pewne szczegóły. Wyglądało to naprawdę nieźle i obiecująco. Zawodnikom zapowiedziałem, że trenować będziemy mocno; myślę, że ten pierwszy tydzień to pokazał.

Ogarnął się już pan w Krakowie? Może zostało panu mieszkanie z wiślackich czasów?

Nie, nie, ja miałem dom w Zielonkach, ale sprzedałem. Ja stamtąd wyjechałem, ale jest tam silna ekipa - Piotrek Brożek, Paweł Brożek, Rafał Boguski, Andrzej Niedzielan. Można odświeżyć kontakty.

Jest pan w Krakowie sam czy z rodziną?

Żona pracuje w Legnicy, córka chodzi do szkoły, więc ciężko byłoby tak nagle rodzinę zabrać. Zobaczymy, jak się to dalej ułoży... Kraków, jako miejsce do życia, do pracy wspominam jako coś fantastycznego, więc to też miało znaczenie, nie ukrywam. Ludzi, których znam, których spotykam po latach, jest dużo.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sensacyjny ruch Łukasza Piszczka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Wieczysta Kraków. Wojciech Łobodziński: To nie była łatwa decyzja. Jeszcze jadąc pociągiem do Krakowa, miałem w głowie różne myśli - Gazeta Krakowska

Wróć na sportowy24.pl Sportowy 24