Wisła Kraków. Albert Rude: Podejmowaliśmy złe decyzje

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Nie mógł być zadowolony po meczu z GKS-em Tychy trener Wisły Kraków Albert Rude. Jego zespół przegrał 0:1 po słabym meczu. Znacznie więcej powodów do zadowolenia miał szkoleniowiec gości Dariusz Banasik.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Z mojego punktu widzenia próbowaliśmy przejąć kontrolę nad tym spotkaniem grając piłką, ale to nam nie wychodziło, bo nie byliśmy w tym dokładni - rozpoczął Albert Rude. - Przeciwnik chciał wykorzystać nasze błędy i chciał po nich wyprowadzać kontrataki, a my nie potrafiliśmy się temu przeciwstawić. W tym byli od nas lepsi. Kontrolowali mecz poprzez wolne przestrzenie na boisku. Czekali na nasze błędy, przejmowali piłkę i atakowali wieloma piłkarzami, atakowali też przestrzenie i wrzucali piłki w pole karne. Staraliśmy się to zmienić w drugiej połowie. Wreszcie mieliśmy trochę czasu, trochę miejsca, żeby zorganizować lepsze ataki. Wyglądaliśmy lepiej, mieliśmy swoje okazje na gole. Nie zdołaliśmy jednak zdobyć bramki. Przeciwnik bardzo dobrze się bronił. Muszę to przyznać rywalom, że bardzo dobrze bronili się przez cały mecz. W drugiej połowie zmienili styl bronienia, grali bardziej kompaktowo. Nie byli już tak agresywni, jak w pierwszej części meczu. My nie byliśmy w stanie strzelić gola. Gdy nie jesteś w stanie strzelić gola, nic się nie zmienia. Mentalność przeciwnika była bardzo mocna przez cały czas i na koniec straciliśmy bardzo ważne trzy punkty.

Trener Wisły został zapytany dlaczego w kadrze meczowej zabrakło Jakuba Krzyżanowskiego? Odparł: - Krzyżanowski nie był gotowy na sto procent po ostatnim meczu, gdzie został uderzony w nogę. Zdecydowaliśmy więc na odstawienie go od kadry meczowej na dzisiejszy mecz.

Z kolei meczu z Tychami nie dokończył Miki Villar, który nabawił się kontuzji mięśniowej bez starcia z rywalem. Pytany o stan jego zdrowia, Rude odparł: - Jeżeli chodzi o Mikiego, to musimy poczekać na wyniki badań. Poczuł coś w mięśniu przy starcie do piłki. Musimy czekać na wyniki badań.

Dopytywany dlaczego Wisła do zmasowanych ataków ruszyła dopiero w końcówce meczu, Albert Rude odparł: - Największe zmiany w meczu przynoszą gole. Strzelasz bramkę i to zmienia wszystko. Gdy nie strzelasz, wszystko zostaje takie samo. Do tego gdy gonisz wynik, to z każdą minutą mentalność drużyny, która prowadzi rośnie, a tej, która przegrywa, maleje. Szczególnie w drugiej połowie mieliśmy szanse na zdobycie bramki i ona przyniosłaby prawdziwą zmianę na boisku dla nas. Gola nie udało się jednak zdobyć, przeciwnik czuł, że zwycięstwo jest coraz bliżej. Mają wielu silnych i wysokich zawodników, więc ciężko nam było stworzyć zagrożenie po naszych stałych fragmentach.

Dopytywany czy nie powinien dać więcej szans młodym Polakom, którzy są w klubie, Albert Rude odpowiedział: - Nie rozróżniam naszej szatni na ludzi z Hiszpanii, ludzi z Polski czy z jeszcze innych krajów. Widzę w szatni ludzi i staram się wybierać najlepszą jedenastkę, która ma nas przybliżyć do zdobycia trzech punktów. Czasami ta decyzja będzie dobra, czasami zła, ale nie będę podejmować decyzji na podstawie takich rzeczy. To jest futbol, ludzie w szatni, relacje międzyludzkie, a my jako sztab musimy wybrać najlepszych z nich. Mamy kilku doświadczonych graczy, kilku młodszych zawodników - gdy przyjdzie potrzeba to również ich wystawimy do gry.

Rude dodał: - Drużyna przeciwna była o wiele lepsza w wyprowadzaniu kontrataków, wykorzystywaniu przestrzeni, miała wielu graczy ofensywnych w naszym polu karnym, robili to bardzo szybko. Nie potrafiliśmy tego kontrolować i to ja za to biorę pełną odpowiedzialność. To nie jest wina moich piłkarzy.

Dla Alberta Rude piątkowy mecz była pierwszym na stadionie Wisły. Został zapytany o wrażenia z tego, co działo się na trybunach. O dopingu Hiszpan powiedział: - Myślę, że kibice bardzo nas wspierają. Ciężko spodziewać się, żeby byli zadowoleni z tego, że przegrywamy w domu. To był bardzo ważny mecz również dla nich. Nie jestem z tego zadowolony. Nie oczekuję że kibice będą szczęśliwi. Kibice nas wspierali, starali się nam pomóc wygrać. Szczególnie w ostatnich minutach spotkania, gdy napieraliśmy na rywala. Kibice również dawali z siebie dużo. Moim zadaniem jest spełniać ich oczekiwania. Po takim spotkaniu jak dziś nie można być zadowolonym.

Pytany z kolei o możliwy transfer Billela Omraniego, Rude odparł jedynie: - Jeżeli chodzi o transfery to Kiko Ramírez pracuje nad tymi sprawami. Na ten moment nie mamy nic potwierdzonego w sprawie kolejnego transferu. Następne dni pokażą, co się wydarzy.

Na koniec padło pytanie jeszcze o to, dlaczego Wisła rozgrywała tak wolno swoje akcje? - Zgadzam się, że czasami graliśmy w tym meczu zbyt wolno - powiedział trener Wisły. - Rywale czekali na nasz błąd by wyprowadzić szybki kontratak. Wykonywali to bardzo dobrze. W tym byli od nas lepsi. Dzięki takiej grze stwarzali sobie sytuacje bramkowe. Musimy z dzisiejszego meczu wyciągnąć lekcję. Będę nad tym pracować, będę analizować to spotkanie, by w kolejnych być lepiej przygotowanym.

Dodał też: - Mieliśmy klarowne sytuacje na zdobycie gola i nie byliśmy w stanie ich wykorzystać. Może sześć, siedem. Podejmowaliśmy w nich złe decyzje - gdy trzeba było strzelać, to podawaliśmy, a gdy trzeba było podawać to strzelaliśmy. A gdy popełniasz takie błędy, to może to doprowadzić do kontrataku. Rozmawialiśmy o tym w przerwie. Powiedziałem piłkarzom, że jeżeli chcą uniknąć powrotów przez całe boisko za kontrami, to muszą podejmować lepsze decyzje pod bramką przeciwnika. Wydaje mi się, że to zadziałało. W drugiej połowie było mniej kontrataków ze strony rywala - oczywiście poza ostatnimi momentami meczu, gdy atakowaliśmy już całym zespołem. To normalne, że wtedy rywal jest w stanie wykorzystać wolne przestrzenie.

Dariusz Banasik: Mamy mocniejszy zespół niż w tamtej rundzie

- Zacznę od tego, że mamy przede wszystkim trzy punkty. Nasza drużyna - tak patrząc na rozgrywki I-ligowe - bardzo dobrze się prezentuje. Natomiast na wyjazdach nie zawsze nam się to bardzo fajnie układa. Pracowaliśmy po prostu nad tym. Dzisiaj zmierzyliśmy się z przeciwnikiem, czyli z Wisłą, bardzo trudnym. Z bardzo - można też powiedzieć - zespołem medialnym, który ma bardzo duże aspiracje, ale wydaje mi się, że byliśmy bardzo dobrze pod tym względem mentalnym przygotowani do tego meczu. W tygodniu graliśmy bardzo trudny mecz na wyjeździe. 450 kilometrów drogi w jedną stronę, 450 kilometrów w drugą. Krótki czas na regenerację i zastanawialiśmy się jak zespół dzisiaj będzie fizycznie wyglądał. Natomiast wydaje mi się, że wszystko wyglądało bardzo dobrze i oczywiście jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Jeżeli chodzi o przebieg meczu, to był on uważam wyrównany. Można powiedzieć, że po zdobyciu pierwszej bramki mogliśmy skontrować Wisłę. Było kilka sytuacji, wychodziliśmy z sytuacjami nawet „4 na 1”, „4 na 2” i „3 na 2”, natomiast to się nie udało. Oczywiście zespół gospodarzy miał też dosyć ciekawe sytuacje, które mógł zamienić na gola, ale jak to w piłce bywa - trzeba mieć też w pewnych momentach i elementach szczęście.

Dodał też: - W drugiej połowie wiedzieliśmy, że Wisła to jest zespół, który bardzo mocno naciska, szczególnie w końcówce meczu. I że będzie dążył do tego, żeby doprowadzić do remisu, albo nawet do czegoś więcej. Trochę drżeliśmy o ten końcowy wynik, ale zespół bardzo dobrze się tutaj spisywał. Nasz bramkarz, któremu też chciałbym dziś pogratulować, bo ma urodziny, też spisywał się bardzo dobrze i cały zespół zasłużył na słowa uznania. Co jeszcze mogę na koniec powiedzieć, to powiedziałem wcześniej w szatni zawodnikom, że te dwa mecze wyjazdowe dla nas - a więc z Górnikiem Łęczna i z Wisłą Kraków - to będą generalne sprawdziany, czy jesteśmy mentalnie gotowi na to, żeby walczyć nawet o bezpośredni awans. Dzisiejszy mecz pokazał, że nie przestraszyliśmy się Wisły, wygraliśmy drugi raz z tym zespołem. Tak że mamy sześć punktów i z tego jesteśmy zadowoleni. Myślę, że ten wynik i to dzisiejsze spotkanie na pewno napawa nas optymizmem i pokazuje, że będziemy zespołem, który będzie do końca liczył się w walce o awans.

Trener GKS-u został zapytany gdzie widzi największe rezerwy w grze swojego zespołu? Odparł: - Za trudne pytanie chyba na ten moment. Zawsze są rezerwy, zawsze jest coś do poprawy. Gdy wracaliśmy z Łęcznej, byłem przerażony statystykami. Jak pamiętacie, bardzo dobrze weszliśmy w ligę. Trzy pierwsze mecze wygraliśmy, ale od września wygraliśmy tylko jeden mecz na wyjeździe. Wiedziałem, że musimy tutaj coś zmienić, ale to przede wszystkim były takie bardziej rozmowy pozytywne i takie dojście do piłkarzy, że jeśli jesteśmy dobrą drużyną, to nie może być takiej dysproporcji między grą na wyjeździe i u siebie. Myślę też, że dzisiejszy stadion, kibice, atmosfera każdy zespół motywuje. My też byliśmy zmotywowani. Obawiałem się czy nie będziemy zmęczeni po wtorkowym meczu, ale to nie miało miejsca. Natomiast wracając do pytania, zawsze jest coś do poprawy. Zawsze jest coś do tego, żeby skorygować, ale myślę, że dzisiaj powinniśmy się cieszyć, a nie szukać negatywów.

Padło też pytanie o Juliusa Ertlthalera, autora zwycięskiej bramki czy może okazać się tym, kogo Tychom brakowało do dopełnienia taktycznej układanki? Banasik odpowiedział: - Myślę, że tak. Bardzo nalegałem, żeby taki zawodnik do nas trafił. O takim profilu, o takiej charakterystyce. To jest zawodnik, który grał w ekstraklasie austriackiej i to dosyć regularnie. Cieszymy się, że on do nas przyszedł. Zresztą też widzi, że mamy bardzo dobry zespół. Dobrze się w nim czuje. Wydaje mi się, że w tym meczu był naszym najlepszym zawodnikiem. Tym bardziej, że strzelił bramkę. Też już któryś raz to powtarzam, że jako trener uważam, że mamy mocniejszy zespół niż w tamtej rundzie. Właśnie przez transfer przede wszystkim Juliusa, przez większą rywalizację w drużynie. I myślę, że z tego zawodnika na pewno będziemy zadowoleni, a dzisiejszy mecz pokazał, z tak mocnym przeciwnikiem, jakim jest Wisła, że on sobie spokojnie radzi w tej lidze.

Trener GKS-u został też zapytany czy o tym, że Bartosz Śpiączka zaczął mecz na ławce rezerwowych zdecydowały względy taktyczne czy fizyczne? - Jedno i drugie. Fizyczne, bo Bartosz te dwa pierwsze mecze grał po chorobie. Miał w tygodniu infekcję. Nie chcieliśmy natomiast zmieniać ustawienia. Tylko, że jest przede wszystkim osłabiony, ale z drugiej strony uważaliśmy, że taktycznie nam będzie bardziej pasował do tej naszej układanki Daniel Rumin na pozycji numer dziewięć. I też zrobiłem roszadę, można powiedzieć, że wrócił Radecki do podstawowego składu, a Wojtuszek, który gra zawsze w środku pola, grał na pozycji numer dziesięć. Po wygranym meczu można powiedzieć, że to był dobry ruch.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Dni Lawinowo-Skiturowe

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Albert Rude: Podejmowaliśmy złe decyzje - Gazeta Krakowska

Wróć na sportowy24.pl Sportowy 24