Budujcie Arkę przed potopem! Kryzys w żółto-niebieskim klubie

Szymon Szadurski
Bunt kibiców to nie jedyny problem właściciela Arki. Prezydent miasta, Wojciech Szczurek, mówi o rozczarowaniu
Bunt kibiców to nie jedyny problem właściciela Arki. Prezydent miasta, Wojciech Szczurek, mówi o rozczarowaniu Przemysław Świderski
Kibice Arki Gdynia mają już serdecznie dość poczynań właściciela klubu Michała Kołakowskiego i jego ojca Jarosława, sterującego żółto-niebieskimi z tylnego fotela. Dają temu coraz bardziej gwałtowny, wręcz dosadny wyraz. Czy na skutek obecnej sytuacji dojdzie do zmian właścicielskich w Arce Gdynia?

Spis treści

Jedno jest pewne. Atmosfera wokół klubu robi się coraz bardziej gorąca. Szykują się wokół Arki Gdynia ciekawe, najbliższe tygodnie. Jest coraz mniej pozytywów, a rosną za to pretensje na temat stylu kierowania klubem. Kibice wymieniają wiele konkretnych zarzutów. Pięciu trenerów w niecałe trzy lata rządów rodziny Kołakowskich. A wiadomo, że po ostatnim, w kompromitującym stylu zakończonym sezonie, szykuje się szósty.

Sprowadzanie zawodników nie według ich klasy sportowej, tylko po znajomości, w tym z agencji menedżerskiej Jarosława Kołakowskiego, ojca właściciela Arki Gdynia. Brak obiecanych boisk treningowych, a nawet rozpoczęcia ich budowy, co powoduje, że żółto-niebiescy w przerwie zimowej w rozgrywkach nadal nie mają gdzie w optymalnych warunkach przygotować się do najbardziej istotnej, drugiej części sezonu.

Zespół w rozsypce, bez odpowiedniej jakości sportowej i wymagający kolejnej przebudowy. Są to tylko najbardziej donośne z opasłej listy pretensji, jakie kibice Arki Gdynia kierują obecnie do Michała Kołakowskiego i jego ojca.

„Arka razem bez Kołaków”

Podczas ostatniego w zakończonym sezonie, wyjazdowego meczu przeciwko Bruk-Betowi Termalice Nieciecza, gdy żółto-niebiescy znowu przegrali i w fatalnym stylu pogrzebali szansę na wystąpienie nawet w barażach o awans do ekstraklasy, fani wywiesili na płocie transparent z jasnym i dosadnym przekazem: „Kołaki wypier...lać!”.

Kibice arkowców zorganizowali też akcję w internecie. Ma pokazać właścicielowi żółto-niebieskich, co myślą o jego obecnych rządach. Opatrzone hasztagiem „Arka razem bez Kołaków”, publikowane są regularnie niepochlebne opinie na temat poczynań Michała Kołakowskiego i jego ojca.

„Nie od dziś wiadomo jak zarządzany był nasz klub, że stał się stajnią dla niezbyt dobrych piłkarzy pana Kołakowskiego, który próbował ich tutaj podreperować i sprzedać ich gdzieś” - piszą fani.

Jednak bunt kibiców nie jest teraz jedynym problemem właściciela żółto-niebieskich. Po tym, jak Arka Gdynia zanotowała w zakończonym obecnie sezonie najgorszy wynik sportowy od trzech lat, zajmując żenujące, ósme miejsce w tabeli, za kilkoma klubami dysponującymi znacznie niższym od niej budżetem, jak dla przykładu Puszcza Niepołomice i Stal Rzeszów, o krytyczny komentarz do tej sytuacji pokusił się prezydent miasta Wojciech Szczurek.

Z głosem samorządowców właściciel żółto-niebieskich zdecydowanie musi się liczyć. Gmina jest strategicznym partnerem Arki Gdynia. Tylko w zakończonym sezonie w ramach współpracy i umów promocyjnych przekazała do sportowej spółki akcyjnej, prowadzącej klub, kwotę niemal 4,5 miliona złotych. Jest to prawie połowa budżetu Arki. Jak słusznie zauważył Wojciech Szczurek, za pokaźną dotacją samorządową nie idzie w parze poprawa wyników sportowych.

„Nie tak miał wyglądać ten sezon. Kolejny rok bez awansu jest wielkim rozczarowaniem dla wszystkich kibiców Arki Gdynia. W najbliższych tygodniach będę oczekiwać od właścicieli wyjaśnień, dlaczego wynik sportowy jest najgorszy w ostatnich trzech latach. Miejsce Arki jest w ekstraklasie. I taki powinien być cel. Zawsze” - poinformował prezydent Gdyni.

Wojciechu, uderz pięścią w stół!

Od najbardziej zagorzałych kibiców Arki usłyszeliśmy, że w obecnej sytuacji nie wyobrażają oni sobie, aby samorząd nadal finansował poczynania rodziny Kołakowskich.

- Tę patologię trzeba jak najszybciej zakończyć - mówi Marek, fan żółto-niebieskich od ponad trzydziestu lat. - Właścicielem klubu jest syn piłkarskiego menedżera. Jego ojciec upycha do Arki wątpliwej jakości piłkarzy, zapewniając sobie ewentualne prowizje od podpisania przez nich kolejnych kontraktów. Płace tych „kopaczy” pokrywane są w dużej mierze z budżetu samorządu. Czyli mieszkańców. Nie wyobrażam sobie, aby prezydent Gdyni w obecnej sytuacji miał nadal tolerować tego typu zwyczaje. Oczekujemy od Wojciecha Szczurka, że uderzy pięścią w stół. Wydaje się, że prezydent Gdyni w końcu zrozumiał, na jakich zasadach obecnie funkcjonuje Arka. Zawodników, zatrudnionych przez agencję menedżerską Jarosława Kołakowskiego, pojawiło się już w klubie kilkudziesięciu. Zaledwie kilku z nich, jak Hubert Adamczyk, Sebastian Milewski, Daniel Kajzer, Omran Haydary, czy Michał Marcjanik, który jednak ostatnio dramatycznie obniżył loty, nadaje się do deklarowanej przez Kołakowskich walki o ekstraklasę. Tak dalej być nie może.

Kibicom wtórują byli, wybitni zawodnicy Arki Gdynia. Wystosowali oni list otwarty, zaadresowany do wszystkich fanów klubu.

„To, co Kołakowscy robią w Gdyni, jest po prostu złe i nie powinno mieć miejsca” - przeczytać można w tym apelu, podpisanym m.in. przez byłych reprezentantów Polski, jak Czesław Boguszewicz, Rafał Murawski i inne klubowe legendy, m.in. Tomasza Korynta, Grzegorza Nicińskiego, Andrzeja Bikiewicza i Jacka Pietrzykowskiego.

Atmosfera wokół Arki zrobiła się jeszcze bardziej gęsta po oświadczeniu, upublicznionym w tym tygodniu przez aż jedenastu sponsorów, którzy dotychczas wspierali klub. Poinformowali oni o wycofaniu się z dalszego finansowania działalności sportowej spółki akcyjnej, o ile nie nastąpią w niej zmiany właścicielskie.

Jeśli rzeczywiście zarówno samorząd, jak i wielu dotychczasowych sponsorów zaniecha wspierania Arki Gdynia, sytuacja właściciela klubu stanie się niezwykle trudna. Jarosław Kołakowski, który - co nie jest żadną tajemnicą - w imieniu syna prowadził przed ponad trzema laty rozmowy na temat odkupienia większościowego pakietu akcji sportowej spółki akcyjnej od Dominika Midaka, jasno mówił, że nie zamierza inwestować w bieżące funkcjonowanie klubu. Nie ma też najmniejszych wątpliwości, że nawet, gdyby nagle zmienił zdanie, nie stać go na samodzielnie finansowanie działalności Arki na poziomie gwarantującym podjęcie skutecznej walki o obiecany powrót do ekstraklasy.

Dwa scenariusze... lub więcej

Co zatem czeka żółto-niebieskich? Dziś rysują się najbardziej prawdopodobne, dwa scenariusze. Wiadomo, że na stole leży oferta odkupienia większościowego pakietu akcji sportowej spółki akcyjnej od Kołakowskich przez lokalnych biznesmenów, pod kierownictwem jej mniejszościowego akcjonariusza Marcina Gruchały.

Jest to były piłkarz i kibic klubu, coraz prężniej poczynający sobie w branży logistycznej. To osoba wielokrotnie bardziej majętna od rodziny Kołakowskich, mająca dla swoich planów poparcie zarówno kibiców, jak i szerokiego środowiska innych osób, związanych z Arką Gdynia.

Gdyby rzeczywiście doszło do przejęcia klubu przez Marcina Gruchałę, można zakładać, że sponsorzy, którzy ogłosili wycofanie się z dalszego wspierania sportowej spółki akcyjnej, z miejsca zmienią tę decyzję. Taka sytuacja ułatwi też z pewnością rozmowy z samorządowcami na temat dalszego, strategicznego partnerstwa.

Jest też jednak druga opcja. Michał Kołakowski, właściciel Arki Gdynia, choć unika wypowiedzi w lokalnych mediach i „Dziennikowi Bałtyckiemu” odmawiał wywiadów, zdecydował się w ubiegłym miesiącu porozmawiać na temat dalszych losów żółto-niebieskich z dziennikarzem ogólnopolskiego portalu Meczyki.pl.

Jak powiedział, nie jest zainteresowany sprzedażą Arki Gdynia. Jego zdaniem ustabilizował on sytuację finansową klubu. Michał Kołakowski wyraźnie zaznaczył, że nie zamierza zrezygnować z kierowania Arką Gdynia. Powiedział, że po sezonie planuje spotkać się z kibicami i przedstawić swoją dalszą wizję. Ta rozmowa do najłatwiejszych dla Michała Kołakowskiego jednak należeć nie będzie. Coraz mniej fanów wierzy w składane przez niego, kolejne obietnice.

- Jeśli rzeczywiście tak się stanie, że familia Kołakowskich będzie nadal zarządzać klubem, to przyszłość Arki Gdynia jawi się niestety tylko w czarnych barwach - komentuje Kewin, kibic żółto-niebieskich. - Grozi nam utrata wsparcia przez miasto, sponsorów i wylądowanie na długie lata na zapleczu ekstraklasy. O ile jeszcze nie gorzej. Bez pieniędzy i sponsorów Arce grozi nawet spadek do niższych lig. Miejmy jednak nadzieję, że tak się nie stanie. Michał Kołakowski i jego ojciec, skoro nie mogą już w Gdyni liczyć na dalszą przychylność kibiców, miasta i sponsorów, powinni honorowo przyznać się do porażki, zrezygnować z dalszego, nieudolnego kierowania Arką i przestać niszczyć nasz klub.

Sonda Dziennika Bałtyckiego. Piłkarska ekstraklasa wróci do Gdyni?

Trwa głosowanie...

Czy w sezonie 2023/2024 Arka Gdynia awansuje do Ekstraklasy?

Dziennik Bałtycki
emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jakie gwiazdy wystąpią w Paryżu?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Budujcie Arkę przed potopem! Kryzys w żółto-niebieskim klubie - Dziennik Bałtycki

Wróć na sportowy24.pl Sportowy 24