Jakub Malicki, twórca klubowych znaków: Herb powinien zawierać opowieść

Jacek Żukowski
Jacek Żukowski
Jakub Malicki uwielbia pracę nad klubowymi herbami
Jakub Malicki uwielbia pracę nad klubowymi herbami fot. archiwum prywatne
Jakub Malicki to grafik, który zajmuje się tworzeniem i poprawianiem klubowych herbów. Ostatnio liftingowi poddał symbol Cracovii.

Pracował pan ostatnio nad herbem Cracovii. Kiedy klub zwrócił się z tym do pana?

W lutym dostałem zapytanie w sprawie wykonania nowej identyfikacji wizualnej klubu. W ramach projektu miałem również odświeżyć herb – to raczej kosmetyczne niż głębsze zmiany. Identyfikacja to wykonanie szablonów graficznych będących podwaliną budowy marki.

Nowy herb różni się od starego, ale nie jest to drastyczna różnica.

Znak jest określony w zasadzie od 1908 r. W książce Janusza Kukulskiego znajdziemy opis, jak wyglądała najstarsza odznaka. Jest to chorągiew zbudowana z siedmiu pasów – czterech białych, trzech czerwonych z napisem Cracovia. Kształt flagi był ustandaryzowany i znak ten w zasadzie nie podlegał zmianom, poza latami 50-tymi, gdy Cracovia była Ogniwem. W tym przypadku potrzebny był tylko lifting utrwalonego społecznie wzoru. Dodałem element przypominający sznur, to nawiązanie do przedwojennej odznaki. Herb ma walory estetyczne i użytkowe, musi pełnić rolę wyróżnika marki klubu. Trzeba było uprościć jego wizerunek, by nadawał się do używania.

Wzorował się więc na publikacji dr Kukulskiego?

Bardziej na odznakach, bo w publikacji jest opis. Interesuję się odznakami od lat, znałem je, kwestią było tylko wybranie najwłaściwszej wersji, najbardziej oddającej charakter klubu i mającej według mnie potencjał. Zmiany jakie wprowadzono w 2003, 2005 i 2008 r. gdzieś zgubiły charakter. Brakowało im graficznego sznytu.

Czy najpierw pan się interesował sportem, pamiątkami, a potem został grafikiem, czy było odwrotnie?

Równolegle to przebiegało. Rodzina chciała, żebym został architektem, ale zainteresowała nie grafika i sport. Zaczęło się od herbów, które zobaczyłem w skarbie kibica. Zafascynowała mnie ich złożona struktura. Zwracałem uwagę na wizualną otoczkę futbolu. To były lata 90-te. W zachodnich klubach zaczęli budować identyfikację marki. W Polsce jesteśmy pod tym względem opóźnieni. Nie zwraca się często uwagi na aspekty wizualne, że klub to przede wszystkim marka. Sama w sobie musi być atrakcyjna. Najpierw zainteresowały mnie herby, koszulki, stadiony, a dopiero później sport. Życie potoczyło się tak, że zaczynałem pracę w Comarchu, to był 2008 r. Trzy lata później zaproponowała mi pracę agencja marketingowa z Poznania, która zajmowała się Lechem, Ekstraklasą czy koszykarskim Śląskiem Wrocław. Wówczas zająłem się sportem zawodowo. Do 2018 r. współpracowałem z Agencją Kiwigroup. Realizowaliśmy wiele dużych projektów.

Między innymi zaprojektował pan nowy Puchar Polski.

Tak. Było trochę projektów o szerokim zakresie. Po 2018 r. postanowiłem budować stronę internetową i działalność pod własnym nazwiskiem. To nietypowa działalność – projektowanie znaków oraz identyfikacji wizualnej dla organizacji sportowych.

Jest pan grafikiem z wykształcenia?

Ukończyłem grafikę wydawniczą w prywatnej szkole informatycznej w Katowicach - WSTI oraz Komunikację na Uniwersytecie Śląskim. 20 lat temu nie było takich kierunków na uczelniach artystycznych, a mnie bardziej interesowała grafika użytkowa i poznanie narzędzi do jej tworzenia.

Sporo pańskich projektów dotyczy klubów z Małopolski, herbów Juvenii Kraków, Unii Tarnów, Sandecji.

Wiele projektów dostaję przez rekomendacje, ktoś mnie poleca, choć nie promuję się specjalnie. W 2018 roku stworzyłem z kolegami klub Fairant Kraków, grający dzisiaj w klasie A i poznałem środowisko lokalnych klubów.

Jaki był pański pierwszy projekt klubowego herbu?

W 2003-2004 r. współpracowałem z portalem 90minut.pl, budowaliśmy bazę herbów. Były zapytania przeważnie z klubów amatorskich w sprawie projektu nowego herbu. Pierwszym moim projektem mógł być ten z rejonów podbeskidzkich: Czarni Jaworze lub Groń Bujaków. Stworzyłem wówczas też kilka herbów dla klubów dolnośląskich np. Unii Bardo.

Gdy tworzy pan nowy herb to ma pan dowolność artysty, czy trzeba się trzymać np. uwarunkowań historycznych?

Herby sportowe to dziedzina nieregulowana. Uważam jednak, że trzeba czerpać z kultury danego miejsca, ze specyfiki regionu, historii klubu. Chodzi o to, by się wyróżniał, był unikalny, miał cechy danej miejscowości. Teraz projektuje się herby w trendach typowo marketingowych. Głośno było o logo Juventusu, gdzie herb klasyczny zastąpiono inicjałem „J”. W świecie popularny jest trend minimalizmu, znaki coraz rzadziej odzwierciedlają cechy lokalne. Herb powinien być możliwie jak najprostszy, spełniać walory grafiki użytkowej – nieść za sobą konkretny komunikat, do zapamiętania, odróżniać się od innych, ale powinien być estetyczny i zawierać konkretną opowieść. Szukam informacji o miejscowości, historii klubu. Są takie kluby, w których historia jest bazą, ale wiele może napisać nową opowieść.

Ile trwa stworzenie nowego herbu?

Różnie. Minimum dwa tygodnie potrzebuję na przygotowanie wstępnej koncepcji. Potem jest proces decyzyjny, czasem są poprawki, następnie jest przygotowanie księgi znaku, a więc dokumentu zawierającego reguły stosowania herbu na różnych tłach i wymiarach. Cały proces trwa od miesiąca do nawet roku. Z Juvenią np. długo pracowaliśmy, szukaliśmy kompromisu. Chciałem iść bardziej nowocześnie, klub bardziej klasycznie. W Cracovii proces stworzenia herbu trwał trzy miesiące.

Herb to droga sprawa?

Zależy od zakresu współpracy i rangi klubu. W przypadku profesjonalnego klubu wyniesie od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych za identyfikację wizualną, dla amatorskiego projekt samego herbu jest wyceniany wg stawki godzinowej.

Kibicuje pan jakiemuś klubowi?

Jest kilka, z którymi mam dobre wspomnienia. Pierwszym klubem, z którym sympatyzowałem był AC Milan, od połowy lat 90. Być może dlatego, że spodobał mi się herb na elipsoidalnej tarczy i czerwono-czarne barwy? W Polsce najlepsze wspomnienia wiążą się z Lechem Poznań, z którym nie tylko współpracowałem przez kilka lat, ale i namiętnie jeździłem na mecze.

Najtrudniejszy herb z jakim panu przyszło się mierzyć?

Na pewno Cracovia była jednym z trudniejszych, bo miałem narzuconą formę, którą musiałem odzwierciedlić we współczesny sposób. Formę dosyć skomplikowaną – rozchwiana flaga, z napisem umieszczonym między pasami, który musi być czytelny w pomniejszeniu.

A z Pucharem Polski był kłopot, by zaprojektować to trofeum?

Założenie było takie, by miał uchwyty. To był na pewno trudny projekt. Trzeba było wymyślić jego kształt, dopasować wymiary, wagę, zrobić odlew. Proces trwał kilka miesięcy. Łatwiej projektuje się znaki graficzne, gdzie większym wyzwaniem od plastyki jest proces decyzyjny. Tam gdzie są kibice, konsultacje społeczne, to wiadomo, że taki projekt może się „wysypać”. Trudniej wdraża się projekty, gdy jest więcej osób decyzyjnych.

Najładniejszy herb klubowy?

W każdym wywiadzie udzielam innej odpowiedzi (śmiech). To pytanie o estetykę, kilka mi się podoba. Na pewno lubię herby klubów portugalskich, typu Academica z Coimbry. Jeden z prostszych w Portugalii, ale zachęcił mnie by zajrzeć na stadion podczas jednej z wypraw do tego kraju. Znak świetnie oddaje klimat uniwersyteckiego miasta z wieżą wkomponowaną w czworokątną tarczę oraz inicjałami umieszczonymi nad nią.

A z polskich?

Na pewno Ruch Chorzów, który ma niecodzienną bryłę, opartą na trójkącie Reuleaux, z charakterystyczną niebieską „R-ką”. Także Widzew Łódź, z wieńcem, bardzo klasycznym, który dobrze wygląda na czerwonym tle. Oryginalne znaki klubowe powstawały w PRL-u. Inspirowano się bieżnią wokół stadionu i wpisywano ją w tarczę. Taki był polski charakterystyczny styl. Wolę oryginalność od naśladownictwa.

Czasem dodaje się korony.

Tak, np. w Portugalii czy Hiszpanii. Portugalia to bardzo konserwatywny kraj pod tym względem. Mają skomplikowane emblematy. Świetnie wyglądają brytyjskie, np. Tottenhamu, Arsenalu. Można by tak wymieniać długo. Jednym z zaskakujących znaków jest Falubaz Zielona Góra – myszka Miki. To znak, który budzi emocje. Stworzony w latach 60-tych. Wizytówka imperialnej Ameryki została symbolem klubu z Zielonej Góry. W sporcie dużą rolę odgrywają symbole zwierzęce, bo wtedy cechy tego zwierzęcia są przypisywane marce klubu.

Nad czym pan teraz pracuje?

Na razie nie mogę powiedzieć. Mam na tapecie duży projekt sportowy, ale nie klubowy. W kolejce czekają również trzy znaki do zrealizowania. Niewiele osób zajmuje się taką działalnością. U mnie od pewnego czasu stała się dominująca. Kluczowa jest wiedza projektowa i marketingowa, której sport potrzebuje do rozwoju, ale rynek nie jest jeszcze rozwinięty, w Polsce ciągle jest to nisza. Kluby rzadko korzystają z zewnętrznych firm.

Robi pan też zdjęcia z meczów.

Sam projekt często wymaga fotografii. Wolę zrobić je samemu, żeby lepiej poznać specyfikę klubu lub upolować własne kadry. Po wdrożeniu projektu dokumentuję zmianę, gromadzę zdjęcia „przed” i „po”. Sport budzi emocje, które staram się uwiecznić, jak w przypadku Lecha czy Juvenii Kraków. Jest to pasja, która wykracza poza życie zawodowe.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sensacyjny ruch Łukasza Piszczka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Jakub Malicki, twórca klubowych znaków: Herb powinien zawierać opowieść - Gazeta Krakowska

Wróć na sportowy24.pl Sportowy 24