Marcin Prachnio: Pierwszą walkę w UFC mógłbym stoczyć nawet dziś

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Marcin Prachnio
Marcin Prachnio facebook.com/Marcin-Prachnio / One Championship
Mieszkam i trenuję w Indonezji. Jest fajnie, ciepło, a ja lubię podróże i poznawanie nowych kultur. W najbliższym czasie będę pewnie krążył pomiędzy Polską, Holandią i Indonezją. I jednocześnie przygotowywał się do walki. Trenuję cały czas, ciągle jestem w gazie - podkreśla Marcin Prachnio (13-2). 29-letni zawodnik MMA występujący w kategorii półciężkiej podpisał kontrakt z UFC. Zadebiutuje 24 lutego na gali w Orlando. Jego rywalem będzie Jake Collier (11-4).

Jak się czuje nowo upieczony zawodnik UFC?
Jestem bardzo podekscytowany. Już nie mogę doczekać się pierwszej walki dla UFC. Sprawdzimy, czy moje umiejętności są na przyzwoitym poziomie, czy nie. (śmiech)

Jest Pan zadowolony z warunków nowej umowy?
Podpisałem kontrakt na cztery walki. Warunki są przyzwoite. Jestem zadowolony zarówno z nich, jak też z szansy, jaką dostaję. Prestiż bycia zawodnikiem UFC był dodatkowym atutem oferty.

W końcu uwolnił się Pan z kontraktu z azjatycką organizacją One Championship, która mimo obietnic długo nie chciała dać Panu walki o pas. A później w ogóle żadnych pojedynków. Od prawie 1,5 roku walczył Pan tylko raz.
Rozwiązanie kontraktu z One to dla mnie wielka ulga. Tak naprawdę problemy zaczęły się od wygranej w sierpniu zeszłego roku walki z Jake'iem Butlerem. Zostałem kolejnym pretendentem do pasa, ale władze organizacji chyba nie widziały mnie w tej roli. Dlatego ja nie widziałem tam przyszłości. Nie było zawodników, z którymi mógłbym się dalej mierzyć. W końcu zaproponowano mi pojedynek o tytuł, ale nie podobały mi się warunki, jakie musiałbym zaakceptować. Gdyby do niej doszło, mój kontrakt automatyczne przedłużyłby się o 27 miesięcy. Nie zgodziłem się na coś takiego. W końcu doszliśmy do porozumienia i zostałem wolnym zawodnikiem.

>> MARCIN PRACHNIO KOLEJNYM POLAKIEM W UFC <<

Jak w ogóle znalazł się Pan w tej egzotycznej dla przeciętnego kibica organizacji?
Zacznijmy od tego, że przygodę z MMA rozpocząłem nie w Polsce, a w Holandii. Z kolejnymi walkami miałem coraz lepszy rekord, zdobyłem pas chorwackiej organizacji FFC. Wtedy, dzięki trenerowi, z którym byłem wtedy związany, udało mi się nawiązać współpracę z One Championship. Miał tam dobre kontakty, dwóch jego zawodników już walczyło w tej organizacji.

Chyba spodobały się Panu te klimaty, bo zamieszkał Pan z rodziną w Dżakarcie.
To prawda, mieszkam i trenuję w Indonezji. Jest fajnie, ciepło, a ja lubię podróże i poznawanie nowych kultur. Akurat jestem w drodze na lotnisko [rozmawialiśmy w środę - TD], lecę do Polski, później na dwa tygodnie treningów do Holandii, a na święta z powrotem do ojczyzny. W najbliższym czasie będę pewnie krążył pomiędzy Polską, Holandią i Indonezją. I jednocześnie przygotowywał się do walki. Trenuję cały czas. Nie robię przerw, ciągle jestem w gazie. Tak naprawdę mógłbym zawalczyć dla UFC nawet dziś. Do debiutu mam jednak jeszcze prawie trzy miesiące. Wykorzystam ten czas, by się wzmocnić. Ale nie zdecydowałem jeszcze, gdzie będę przygotowywał się do walki po nowym roku.

Co wie Pan o Jake'u Collierze, z którym zmierzy się Pan 24 lutego w Orlando?
Z tego co się dowiedziałem, wywodzi się z taekwondo. Na razie widziałem jego dwie walki. To raczej stójkowicz, zazwyczaj szybko podnosi się po próbach obaleń. Szykuje się wojna w stójce, mnie to jak najbardziej odpowiada.

Na pierwszy rzut oka wydaje się mocniejszy niż rywale, z którymi już Pan walczył?
Nie lubię oceniać przeciwników, bo każda walka jest inna. Nieważne, czy bijesz się z mistrzem świata, czy z przeciętniakiem. Zawsze trzeba być przygotowanym na dwieście procent. Od zawsze wychodzę z takiej zasady, teraz też nie będzie inaczej.

Anglia, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Holandia, Słowenia, Austria, Szwajcaria, Indonezja, Tajlandia, Makau, w lutym USA. To państwa, w których Pan walczył. Polski nadal na tej liście brakuje. Na jak długo?
Naprawdę walczyłem aż w tylu krajach? Nigdy o tym nie myślałem. (śmiech) Na pewno miło byłoby wystąpić przed własnym narodem. Liczę na to, że UFC zorganizuje kolejną galę w Polsce i uda mi się załapać na kartę walk. Zobaczymy, czy będzie to możliwe.

Niedawno gościnnie trenował Pan jednak w warszawskim S4 Fight Club, którego zawodnicy w większości przenieśli się ostatnio do Warszawskiego Centrum Atletyki. Jak wyglądał klub w porównaniu do tego, co widział Pan w innych miejscach świata?
Warunki w S4 były bardzo fajne, zawodnicy też na najwyższym poziomie. Wielu chłopaków tam trenujących biło się w UFC. Świetnie wspominam nasze wspólne treningi. Kiedy będę w Warszawie, znów spotkam się z chłopakami na sali.

Treningi z Panem bardzo chwalił sobie Damian Janikowski. Medalista olimpijski w zapasach może stać się gwiazdą polskiego MMA i za jakiś czas zastąpić np. Mameda Chalidowa?
Wszystko zależy od tego, czego będzie chciał Damian. Od sukcesów dzielą nas tylko chęci i ciężka praca. A on pracuje bardzo dużo. Ma wielki potencjał, może zajść bardzo daleko. Wróżę mu świetlaną przyszłość.

W S4 spotkał Pan też Jana Błachowicza, który od kilku lat walczy w UFC w kategorii półciężkiej. W przyszłym tygodniu zapoluje na drugie zwycięstwo z rzędu, zmierzy się z Jaredem Cannonierem. Mimo wielu wzlotów i upadków stać go jeszcze na to, by namieszać w światowej czołówce?
Janek to bardzo mocny zawodnik. Jest silny, ma świetną stójkę. W UFC trochę mu się nie szczęściło. Nie wiem, z czego to wynika. Na pewno ma większe umiejętności, niż pokazywał to do tej pory. Ostatnio wygrał w Gdańsku, teraz szybko dostał kolejną walkę. Myślę, że wróci jeszcze silniejszy i pokaże się z dobrej strony.

Przygodę ze sportami walki zaczynał Pan od karate. Niedawno pojawiło się kilku znakomitych zawodników wywodzących się z tej sztuki walki, choćby Stephen "Wonderboy" Thompson i Michael "Venom" Page. Pana zdaniem będzie ich więcej, bo karate to dobra baza pod MMA?
MMA powstało już jakiś czas temu, ale dopiero teraz zaczynają wchodzić do tego sportu zawodnicy, którzy od początku ćwiczyli tylko mieszane sztuki walki. Osoby, które od razu trenowały stójkę, grappling i zapasy, łącząc je w MMA, będą miały dużą przewagę nad tymi, którzy zaczynali od jednej z dyscyplin, a reszty uczyły się później. Mnie karate bardzo się przydało. Nauczyło mnie ducha walki. Niezłomności, dążenia do celu, tego, żeby nigdy się nie poddawać. W karate kyokushin przyjmuje się też wiele mocnych ciosów, trzeba być więc odpornym na ból. Dzięki moim sportowym korzeniom nie mam z tym problemów.

Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Borys Mańkowski: Narodziny córki zmotywowały mnie co jeszcze cięższej pracy

Wideo

Materiał oryginalny: Marcin Prachnio: Pierwszą walkę w UFC mógłbym stoczyć nawet dziś - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie