Euro 2024, czyli organizacyjny chaos po niemiecku

Jaromir Kruk
epa/pap
W 2006 roku Niemcy zebrali znakomite recenzje za organizację finałów Mistrzostw Świata. Po 18 latach są gospodarzem Euro 2024 i można odnieść wrażenie, że impreza nie odbywa się w tym samym kraju. Nie brakuje wpadek, co było widać przy okazji spotkania Włochy – Albania w Dortmundzie i to na każdym kroku. Kibice i dziennikarze napotykali trudności dosłownie wszędzie.

Do Dortmundu zjechało kilkadziesiąt tysięcy fanów z Albanii. Trudno się było przebić nawet przez wyznaczone dla mediów parkingi, bo przez nie na Signal Iduna Park wędrowali hałaśliwi Albańczycy. Bardzo nerwowo reagowali na jakieś uwagi, trąbienie, a wolontariusze, stewardzi interweniowali rzadko.

– Jestem dopiero pierwszy raz przy obsłudze takiego wydarzenia – tłumaczyła Elise, która informowała o wjazdach na parkingi.

Jej reakcja i innych kolegów i koleżanek po fachu na pytania, wskazówki przedstawicieli mediów była podobna – rozkładanie rąk.

Gospodarze turnieju największą wagę przywiązują do bezpieczeństwa i widać to na każdym kroku. Liczne kontrole, obserwacje, wiele służb zaangażowanych do całego przedsięwzięcia, udało się nawet udaremnić większą awanturę z udziałem kibiców z obu krajów, zatrzymano kilkadziesiąt osób. W tej kwestii trudno coś Niemcom zarzucić. Wystarczy jakiś podejrzany pakunek, zwykły plecak i już przy delikwencie pojawiali się policjanci. Widać przygotowanie na różne scenariusze, ale w innych kwestiach chyba wybrano warianty oszczędnościowe. 

W biurze prasowym na stadionie, klubowym Borussii Dortmund przerobionym na potrzeby Euro 2024 zatrudnienie znalazły dość przypadkowe osoby. Większość z nich nie potrafiła wytłumaczyć jak dojść na trybunę dla mediów, oddaloną dość daleko jak na tego typu imprezę. Inne pytania też sprawiały wolontariuszom i stewardom kłopoty, bo nawet nie znali topografii obiektu. Na szczęście nie można było się przyczepić na Internetu, to przygotowano wzorcowo.

Przed spotkaniem Włochów z Albanią w biurze prasowym emocjonowano się meczem Hiszpanów z Chorwacją, a zachwycony postawą Furia Roja był Stuart Pearce, legenda reprezentacji Anglii, pracujący jako ekspert telewizyjny. Gość, który zasłynął też zmarnowanym rzutem karnym w półfinale Euro’96 niezwykle emocjonalnie podchodzi do tej imprezy. Pearce pamięta dramat Jakuba Błaszczykowskiego z Francji z 2016 z konkursu karnych z Portugalią i doskonale go rozumie. O organizacji niemieckich finałów 78-krotny reprezentant Anglii nie chciał się wypowiadać, ale widział bałagan na Signal Iduna Park.

Podczas meczu organizatorzy dopuścili do czegoś, co nie powinno mieć miejsca. Na murawę wbiegł osobnik z albańską flagą, a na trybunach nie brakowało zakazanych przez UEFA symboli Wielkiej Albanii. Delikwenta złapano z trudem, a jeden z ochroniarzy podczas gonitwy doznał kontuzji. W każdym bądź razie albańskiej federacji grożą kary. To są konsekwencje fatalnego przygotowania się Dortmundu do goszczenia meczu takiej rangi.

Można odnieść wrażenie, że gospodarze obrali wariant oszczędnościowy, lecz chyba coś muszą skorygować, by uniknąć jeszcze większych kompromitacji. Na pewno nie są to już te Niemcy co w 2006 roku, nie tak niemieckie słynące z porządku i organizacji, które stają się mitami.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sensacyjny ruch Łukasza Piszczka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na sportowy24.pl Sportowy 24